Sygnalista - kto to?
Sygnalista to osoba, która zgłasza oszustwo, przestępstwo lub inne poważne nieprawidłowości wewnątrz organizacji. Zgłoszenie służy dobru wspólnemu: współpracownikom, klientom, lokalnej społeczności, środowisku albo gospodarce. Powód zwykle jest prosty. Tacy ludzie nie chcą odwracać wzroku. Pracownik widzi, że dzieje się coś naprawdę złego. Uznaje, że koszt milczenia jest wyższy niż koszt zabrania głosu. Wiarygodne zgłoszenie opiera się na faktach, które sygnalista sam widział, a nie na plotce czy osobistym żalu.
Najważniejsze fakty
- Sygnalista zgłasza poważne nieprawidłowości w pracy, żeby chronić interes ogółu.
- Ludzie zabierają głos tylko wtedy, gdy czują się bezpiecznie, dlatego kanał musi być poufny i niezależny.
- Zgłoszenie ma trzy drogi: do firmy, do organu krajowego albo do opinii publicznej.
- Prawdziwą tarczą jest prawo, a nie anonimowość: w UE to pracodawca musi udowodnić, że nie ukarał zgłaszającego.
- Sygnalizowanie stało się dziś codziennością, a do amerykańskich informatorów trafiło od 2012 roku ponad 2 miliardy dolarów.
Żeby to zadziałało, osoba, która zgłasza nieprawidłowość, musi czuć się bezpiecznie. Strach przed zwolnieniem, degradacją, blokadą awansu albo cichą szykaną utrzymuje nieprawidłowości w ukryciu. Dlatego firma, która traktuje sygnalizowanie poważnie, musi dać ludziom bezpieczne miejsce do zgłaszania spraw. Kanał zgłoszeń musi być stworzony właśnie do tego zadania. Musi działać niezależnie od osób, których postępowanie może zostać zgłoszone. I musi pozostać dostępny dla każdego, kto ma związek z firmą. Sygnalistami mogą zostać nie tylko pracownicy, ale też dostawcy, kontrahenci, doradcy i klienci.
To, gdzie trafia zgłoszenie, zależy od jego treści. Sprawy mniejsze, wewnętrzne, rozpatruje zespół ds. zgodności, rzecznik etyki albo wyznaczony zaufany przedstawiciel wewnątrz firmy. Poważniejsze ustalenia trafiają do zarządu, audytorów zewnętrznych lub regulatorów. W skrajnych przypadkach docierają do organów ścigania, prasy albo krajowych i unijnych organów nadzoru.
Współczesne ustawy przewidują zwykle trzy poziomy zgłaszania. Zgłoszenie wewnętrzne kierowane jest do kanału w samej firmie. Prowadzi go zespół ds. zgodności, rzecznik albo zewnętrzny operator. Zgłoszenie zewnętrzne trafia do organu krajowego. Ujawnienie publiczne, czy to w prasie, organizacji pozarządowej, czy w mediach społecznościowych, jest ostatecznością. Ma zastosowanie tylko wtedy, gdy kanały wewnętrzny i zewnętrzny zawiodły. Obejmuje też dwa przypadki: wyraźne ryzyko dla zgłaszającego albo prawdopodobne tuszowanie sprawy. Wbudowanie wszystkich trzech poziomów w jedną ustawę pozwala skalować system. Te same zabezpieczenia obejmują wtedy wszystko, od drobnych uwag wewnętrznych po poważne afery publiczne.
Sygnaliści nie muszą cierpieć w milczeniu. Anonimowe zgłoszenie pomaga, ale silniejszą tarczą jest ochrona prawna. Unijna dyrektywa o sygnalistach i krajowe ustawy, które za nią stoją, odwracają ciężar dowodu. Sygnalista może zostać zwolniony, zdegradowany albo w inny sposób potraktowany gorzej po zgłoszeniu. Jeśli tak się stanie, to pracodawca musi udowodnić, że jego działanie nie było odwetem. Ta jedna zmiana przesądza, kto ponosi ryzyko.
Pochodzenie terminu „whistleblower”
Brytyjski gwizdek Acme firmy J. Hudson & Co (ok. lat 30. XX wieku)
©R. Henrik Nilsson (CC BY 4.0)
Pierwsze użycia słowa „whistleblower” sięgają XIX wieku. Policjanci dęli w gwizdki, żeby wezwać pomoc podczas pościgu za podejrzanym. Sędziowie sportowi używali ich, żeby przerwać grę po faulu. Oba gesty niosą tę samą treść. To ostry sygnał publiczny, że coś poszło nie tak. Osoby w pobliżu mają zwrócić uwagę. Dosłownie whistleblowing znaczy gwizdanie. W latach 70. XX wieku działacz społeczny Ralph Nader nadał temu określeniu nowe znaczenie. Zaczął odnosić je do osób ujawniających nadużycia w korporacjach i administracji. Chciał odciąć je od stygmatyzujących słów takich jak „informator” czy „kapuś”.
Dziennikarze i aktywiści wprowadzili to słowo do języka codziennego. Po drodze straciło ono łącznik, przechodząc z „whistle-blower” na „whistleblower”. Dziś niesie pozytywne skojarzenie: ktoś, kto podjął ryzyko, żeby powiedzieć prawdę. Książki i filmy o sygnalistach umocniły ten obraz. Zamieniają prawdziwe sprawy w historie, które ludzie znają.
Znani sygnaliści
Wiele najbardziej rozpoznawalnych przypadków dotyczy osób, które zgłaszały nieprawidłowości u własnych pracodawców. Frances Haugen opuściła Facebooka z wewnętrznymi badaniami. Pokazywały one, że firma wiedziała o szkodach wywoływanych przez swoje platformy. Innymi kierowała troska o bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia ludzi. Erika Cheung i Tyler Shultz ujawnili sprawę Theranosa. Jeffrey Wigand ujawnił sprawę firmy tytoniowej Brown & Williamson. W Theranosie Elizabeth Holmes odsiaduje jedenastoletni wyrok za oszustwo. Federalny sąd apelacyjny odrzucił jej apelację w lutym 2025 roku. Dwie najgłośniejsze sprawy pochodzą z sektora publicznego. Edward Snowden w 2013 roku ujawnił masową inwigilację prowadzoną przez NSA. W 2022 roku Rosja przyznała mu obywatelstwo. Mark Felt, zastępca dyrektora FBI, w 2005 roku ujawnił, że to on był „Głębokim Gardłem”, źródłem w sprawie Watergate.
Frances Haugen na wydarzeniu Heinrich-Böll-Stiftung, Berlin, 4 listopada 2021
©Stephan Röhl (CC BY-SA 2.0)
John Barnett spędził w Boeingu trzydzieści dwa lata. Jako menedżer kontroli jakości w fabryce 787 Dreamliner zgłaszał wadliwe części i opiłki metalu w pobliżu okablowania sterowania lotem. Został znaleziony martwy z postrzałem zadanym własną ręką 9 marca 2024 roku, w trakcie zeznań w swojej sprawie o odwet. Jego rodzina zawarła z Boeingiem ugodę w sprawie o bezprawne spowodowanie śmierci w 2025 roku.
Nie każda sprawa kończy się w ten sposób. Erin Brockovich była asystentką prawną bez formalnego wykształcenia. Zbudowała sprawę, która przyniosła 333 miliony dolarów od Pacific Gas & Electric. Przyczyną był chrom-6 w wodzie w Hinkley w Kalifornii. Była to wówczas największa ugoda tego rodzaju. Jej walka przeniosła się od tego czasu na PFAS, czyli tak zwane wieczne chemikalia.
Jak narodziło się prawo chroniące sygnalistów?
Nawiązanie do epoki ustawy Lloyd-La Follette z 1912 roku, historycznego punktu wyjścia dla ochrony sygnalistów w Stanach Zjednoczonych.
Pierwsza ustawa o sygnalistach została podpisana w Stanach Zjednoczonych 24 sierpnia 1912 roku. Akt znany jako „Lloyd-La Follette Act” obejmował tylko pracowników federalnych. Dawał im prawo do bezpośredniego kontaktu z członkami Kongresu. Nie musieli przechodzić przez własną agencję.
W latach 1972-1990 Stany Zjednoczone uchwaliły szereg przepisów, które rozszerzały te prawa poza administrację publiczną. Większość z nich była powiązana z prawem ochrony środowiska. Pracownicy zgłaszający zanieczyszczenie powietrza, wody albo gleby u swoich pracodawców uzyskiwali ochronę przed odwetem. Sama zasada zaczęła rozprzestrzeniać się z sektora publicznego do prywatnego.
W lipcu 1998 roku rząd brytyjski uchwalił Public Interest Disclosure Act (PIDA). Ustawa chroniła pracowników, którzy zgłaszali nieprawidłowości w dobrej wierze. Uznała też za bezprawne zwalnianie ich za to. PIDA stała się wzorcem, który w kolejnej dekadzie kopiowało kilka krajów Wspólnoty Narodów i Europy.
W lipcu 2002 roku Kongres USA przyjął ustawę Sarbanes-Oxley, bezpośrednią odpowiedź na afery Enronu i WorldComu. SOX wymierzona była w oszustwa finansowe i słaby ład korporacyjny. Jeden z jej mniej znanych przepisów rozszerzył ochronę na sygnalistów w spółkach giełdowych. Nakazał też komitetom audytu uruchomienie poufnych kanałów zgłoszeniowych.
Osiem lat później Dodd-Frank Act z 2010 roku powołał program sygnalistów Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Był to pierwszy program, który wypłacał informatorom udział (od 10% do 30%) w karach pobranych w wyniku skutecznego postępowania. Ta nagroda zmieniła sygnalizowanie w Stanach Zjednoczonych. Przekształciła czysto moralny akt w coś, na co dana osoba może sobie realnie pozwolić.
W październiku 2019 roku Unia Europejska przyjęła nową dyrektywę. Chroni ona osoby, które zgłaszają naruszenia prawa Unii. Była to pierwsza tego typu rama transgraniczna. Nakazała wszystkim 27 państwom członkowskim wpisanie krajowych przepisów o ochronie sygnalistów do porządku prawnego.
Prawo o sygnalistach dziś
Dyrektywa unijna wyznaczyła termin na 17 grudnia 2021 roku. Większość państw członkowskich go nie dotrzymała. Tylko trzy kraje miały do tego dnia gotową ustawę krajową. Komisja wszczęła postępowania prawne wobec 24 państw. Do lipca 2024 roku opublikowała swój pierwszy raport z postępów. Wszystkie 27 państw członkowskich wpisało wreszcie główne przepisy dyrektywy do prawa. Bruksela wskazała jednak problemy ze zgodnością mniej więcej w połowie z nich. Luki dotyczyły głównie zakresu ochrony, definicji odwetu i przepisów o wyłączeniach. Kolejny przegląd planowany jest na 2026 rok.
Polska należała do najwolniejszych. Sejm uchwalił wreszcie ustawę o ochronie sygnalistów 14 czerwca 2024 roku. Weszła ona w życie 25 września 2024 roku, prawie trzy lata po unijnym terminie. Ustawa obejmuje każdą firmę publiczną i prywatną zatrudniającą co najmniej 50 osób. Każda z nich musi uruchomić wewnętrzny kanał zgłoszeń. Podmioty z sektora finansowego mają taki obowiązek niezależnie od wielkości. Odwet jest zakazany. W takich sporach ciężar dowodu przechodzi na pracodawcę.
Po drugiej stronie Atlantyku działa program SEC. Stał się on największym na świecie systemem nagród dla sygnalistów. Od 2012 roku wypłacono w nim ponad 2 miliardy dolarów 444 osobom. Szczytowe były lata fiskalne 2023 i 2024. Rok fiskalny 2025 przyniósł gwałtowny spadek do około 60 milionów dolarów rozdzielonych na 48 nagród. Był to najniższy roczny wynik od pięciu lat. Czy to jednorazowy przypadek, czy początek dłuższego spowolnienia, nie jest jeszcze jasne. Pokaże to kilka kolejnych rocznych raportów.
Każda unijna organizacja zatrudniająca co najmniej 50 osób musi prowadzić dedykowany, niezależnie zarządzany wewnętrzny kanał zgłoszeń.
Codzienne liczby wskazują w tę samą stronę. Sygnalizowanie przestało być aktem wyjątkowym. Wewnątrz dużych firm złożenie wewnętrznego zgłoszenia jest dziś zwykłym elementem działalności.
To właśnie od odwetu te ustawy mają odstraszać. Pozostaje on najostrzejszym wymiarem problemu. Drugą stroną większej liczby zgłoszeń jest to, że osoby zgłaszające wciąż ponoszą realne ryzyko zawodowe. Te zabezpieczenia działają tylko wtedy, gdy sądy i organy nadzoru zdecydują się je egzekwować. Obejmują one odwrócony ciężar dowodu, środki tymczasowe z urzędu i zakaz nakładania klauzul poufności na zgłoszenia.
Nic z tego nie zmazuje osobistego kosztu. Zabranie głosu wciąż grozi karierą, przyjaźniami, a w rzadkich i tragicznych przypadkach takich jak sprawa Johna Barnetta także czymś znacznie poważniejszym. Argument za ochroną pozostaje ten sam co zawsze. Społeczeństwo, które chce uczciwych firm i uczciwych instytucji publicznych, musi zadbać o jedną rzecz. Ludzie wewnątrz nich muszą mieć możliwość mówienia prawdy bez płacenia za to ceny. Tę pracę zaczęła unijna dyrektywa, a polska ustawa ją rozszerzyła. Najbliższa dekada egzekwowania albo ją utrwali, albo pozwoli jej osłabnąć.
Radca prawny od prawa gospodarczego, handlowego i własności intelektualnej. Pisze o przepisach o sygnalistach, dyrektywie UE i wdrażaniu procedur zgłoszeń.