Mark Felt "Głębokie gardło" sygnalista afery Watergate

Mark Felt "Głębokie gardło" sygnalista afery Watergate

Watergate to skrót myślowy określający moment, w którym amerykańska polityka publicznie pękła. W latach 1972-1974 włamanie zorganizowane z Białego Domu, dobrze zaplanowane tuszowanie sprawy i tajne źródło wewnątrz FBI wciągnęły kraj w kryzys konstytucyjny zakończony rezygnacją Richarda Nixona, jedynego prezydenta USA, który ustąpił z urzędu. Człowiekiem, który podsuwał dziennikarzom kolejne tropy, był Mark Felt, czyli numer dwa w FBI, a jego nazwisko pozostało ukryte przez ponad trzydzieści lat.

Hydraulicy i włamanie, od którego się zaczęło

Potoczna pamięć nazywa pięciu watergatckich włamywaczy „Hydraulikami", lecz Hydraulicy byli zupełnie inną grupą. Tworzyli wcześniejszy, działający poza formalnym nadzorem zespół wewnątrz Białego Domu, powołany w 1971 roku do „uszczelniania" przecieków, gdy publikacja Pentagon Papers zawstydziła administrację. Otoczenie Nixona chciało osobistego odwetu na sygnaliście, analityku wojskowym Danielu Ellsbergu. Dwóch Hydraulików, były oficer CIA E. Howard Hunt i były agent FBI G. Gordon Liddy, włamało się we wrześniu 1971 roku do gabinetu psychiatry Ellsberga w Beverly Hills, licząc, że znajdą tam coś kompromitującego. Wrócili z niczym.

Widok z lotu ptaka na kompleks Watergate nad Potomakiem w Waszyngtonie

Kompleks Watergate nad Potomakiem, miejsce włamania w czerwcu 1972 roku / Indutiomarus / Wikimedia Commons (Domena Publiczna)

Gdy Hunt i Liddy wynurzyli się ponownie wewnątrz kampanii, jako planiści Komitetu Reelekcji Prezydenta (drwiąco ochrzczonego skrótem CREEP), powtórzyli ten sam schemat. 17 czerwca 1972 roku w siedzibie Krajowego Komitetu Demokratów w kompleksie Watergate nad Potomakiem zatrzymano pięciu mężczyzn. Jednym z nich był James McCord, koordynator bezpieczeństwa samego komitetu wyborczego. Próbowali naprawić zepsuty podsłuch zamontowany kilka tygodni wcześniej i sfotografować dokumenty. Pluskwy, popsute krótkofalówki i seryjnie ponumerowane studolarówki prowadzące prosto do kasy kampanii Nixona leżały w zasięgu ręki. Pomimo aresztowań Nixon wygrał reelekcję cztery miesiące później, biorąc 49 z 50 stanów.

Sygnalista na szczycie FBI

Włamanie do Watergate było, formalnie rzecz biorąc, sprawą FBI. Zastępcą dyrektora ds. operacyjnych biura był William Mark Felt senior, trzydziestoletni weteran służby, który spodziewał się, że zostanie następcą J. Edgara Hoovera po jego śmierci w maju 1972 roku. Nixon pominął go i osadził na stanowisku własnego lojalistę, L. Patricka Graya, jako pełniącego obowiązki dyrektora. Felt obserwował z wewnątrz, jak Gray przekazuje materiały dowodowe FBI prosto do Białego Domu, a śledztwo biura jest sterowane, spowalniane i kwestionowane przez ludzi Nixona.

Portret służbowy FBI Marka Felta jako zastępcy dyrektora ds. operacyjnych, ok. 1972 r.

Mark Felt jako zastępca dyrektora FBI ds. operacyjnych, ok. 1972 roku / FBI / Wikimedia Commons (Domena Publiczna)

Felt zaczął spotykać się z Bobem Woodwardem, młodym reporterem „Washington Post", w podziemnym parkingu w Rosslyn w stanie Wirginia. Mieli prosty system sygnałów: doniczka przestawiona na balkonie Woodwarda była prośbą o spotkanie, a tarcza zegara narysowana w jego egzemplarzu „New York Timesa" wyznaczała godzinę. Woodward i jego kolega Carl Bernstein nigdy nie ujawnili swojego źródła w druku. Redakcja „Washington Post" nazwała go „Głębokim Gardłem" (Deep Throat). Pseudonim był zarówno aluzją do tytułu ówczesnego filmu pornograficznego, jak i ukłonem w stronę zasady, że informator wypowiadał się wyłącznie na zasadach „głębokiego tła". Potwierdzał on tropy, ucinał te błędne i naprowadzał reporterów na ślad pieniędzy łączący włamywaczy z kasą kampanii Nixona.

Tuszowanie sprawy rozsypuje się na taśmach

W lutym 1973 roku Senat powołał komisję specjalną pod przewodnictwem demokraty z Karoliny Północnej Sama Ervina, która miała zbadać kampanię. Przesłuchania ruszyły w maju i przez wiele miesięcy nadawane były na żywo w telewizji. Decydującym świadkiem okazał się były doradca prawny Białego Domu John Dean, który w czerwcu 1973 roku przez tydzień, w drobiazgowych szczegółach, opisywał ogólnoadministracyjne tuszowanie sprawy. Wkrótce potem, niemal mimochodem, współpracownik Nixona Alexander Butterfield ujawnił podczas przesłuchania, że prezydent od 1971 roku potajemnie nagrywał każdą rozmowę w Gabinecie Owalnym.

Richard Nixon nagrywający telewizyjne przemówienie do narodu w sprawie Watergate, 22 kwietnia 1974 r.

Nixon przy biurku nagrywa telewizyjne przemówienie do narodu w sprawie Watergate, 22 kwietnia 1974 roku, obok stosy transkrypcji taśm / Jack Kightlinger / Nixon Presidential Materials, NARA / Wikimedia Commons (Domena Publiczna)

Taśmy zamieniły aferę „słowo przeciw słowu" w aferę z dokumentacją dźwiękową. Po ponad rocznych sporach o przywilej władzy wykonawczej Sąd Najwyższy orzekł jednomyślnie 24 lipca 1974 roku, że Nixon musi je wydać. 5 sierpnia Biały Dom upublicznił nagranie z 23 czerwca 1972 roku (sześć dni po włamaniu), w którym Nixon osobiście instruuje swojego szefa kancelarii, by CIA zadusiło śledztwo FBI. Prasa ochrzciła je „dymiącym pistoletem". Dziesięciu republikańskich członków Komisji Sądowniczej Izby Reprezentantów, którzy w komisji głosowali przeciw impeachmentowi, zapowiedziało, że na sali plenarnej zagłosują już za. Polityczne poparcie dla Nixona wyparowało w czterdzieści osiem godzin.

Rezygnacja i ułaskawienie

Wieczorem 8 sierpnia 1974 roku Nixon ogłosił narodowi, że ustąpi nazajutrz w południe. Następnego dnia rano wygłosił chaotyczne pożegnanie z personelem Białego Domu w East Room, wyszedł na trawnik południowy razem ze swoim następcą Geraldem Fordem i wsiadł do prezydenckiego śmigłowca. Dwupalcowy gest „V", który posłał ze schodów helikoptera, stał się jednym z najczęściej fotografowanych gestów dwudziestego wieku.

Richard Nixon pokazuje gest V przy wsiadaniu do śmigłowca Marine One na trawniku Białego Domu po rezygnacji, 9 sierpnia 1974 r.

Pożegnalny gest „V" Nixona przy wsiadaniu do śmigłowca Marine One na trawniku Białego Domu, 9 sierpnia 1974 roku / Robert L. Knudsen / White House Photo Office, NARA / Wikimedia Commons (Domena Publiczna)

Miesiąc później, 8 września 1974 roku, Ford ułaskawił Nixona „pełnym, swobodnym i bezwarunkowym" aktem łaski obejmującym wszelkie przestępstwa federalne popełnione w czasie sprawowania urzędu. Akt łaski oszczędził Nixonowi procesu, ale kosztował Forda wybory w 1976 roku. Czterdziestu jego współpracowników nie miało tyle szczęścia. Członkowie gabinetu, działacze kampanii, prawnicy i sami włamywacze odsiedzieli realne wyroki. Prokurator generalny John Mitchell, szef kancelarii H.R. Haldeman, szef polityki wewnętrznej John Ehrlichman i doradca prawny Białego Domu Charles Colson trafili za kraty.

Dlaczego Felt milczał przez 33 lata

Przez cały ten czas Felt nie mówił publicznie nic. Przez dekady wskazywano na niego jako na prawdopodobne źródło w książkach i artykułach, a on za każdym razem zaprzeczał pod przysięgą. Woodward i Bernstein obiecali, że będą chronić tożsamość swojego informatora aż do jego śmierci, i dotrzymali słowa nawet wtedy, gdy Felt po osiemdziesiątce zaczął zdradzać objawy demencji.

Ujawnienie nie przyszło od Woodwarda, lecz od rodziny samego Felta. 31 maja 2005 roku magazyn „Vanity Fair" opublikował tekst prawnika Johna D. O'Connora, w którym Felt, wówczas 91-letni mieszkaniec Santa Rosa w Kalifornii, sam wskazał siebie wprost.

"I'm the Guy They Called Deep Throat."
Mark Felt do Johna D. O'Connora, Vanity Fair, lipiec 2005

„Washington Post" i sam Bob Woodward potwierdzili tę historię w ciągu kilku godzin. Córka Felta Joan przyznała publicznie, że to rodzina namówiła go do wyjścia z cienia, częściowo żeby uporządkować historię, a częściowo żeby skorzystać z kontraktów książkowych i filmowych, póki ojciec jeszcze żyje.

Skomplikowane dziedzictwo Felta

Bohaterska narracja w kilku miejscach robi się niewygodna. W tym samym czasie, gdy Felt dzielił się informacjami z Woodwardem, osobiście autoryzował też włamania bez nakazu w domach krewnych i znajomych zbiegów z Weather Underground. Były to „akcje czarnej teczki" dokładnie tego rodzaju, których przez trzydzieści lat służby twardo nie przyznawał, że biuro w ogóle prowadzi. Federalna ława przysięgłych postawiła mu zarzuty 10 kwietnia 1978 roku. 6 listopada 1980 roku on i inny wysoki rangą urzędnik FBI, Edward S. Miller, zostali skazani za spisek w celu naruszenia praw konstytucyjnych obywateli. Sędzia ukarał Felta grzywną 5000 dolarów i odstąpił od kary więzienia.

Niespełna cztery miesiące później, 26 marca 1981 roku, prezydent Ronald Reagan ułaskawił obu mężczyzn, pisząc, że ich działania zostały podjęte „w dobrej wierze". Tak więc człowiek, który obalił prezydenta za zlecanie nielegalnej inwigilacji, sam został skazany, a następnie ułaskawiony za zlecanie nielegalnej inwigilacji, i pod prawem federalnym był przestępcą przez niespełna półtora roku, zanim dotarło do niego ułaskawienie. Felt zmarł w domu w Santa Rosa 18 grudnia 2008 roku w wieku 95 lat.

Drugie życie Watergate w książkach, filmie i prawie

Watergate ma długie kulturowe drugie życie. Wszyscy ludzie prezydenta Woodwarda i Bernsteina (1974) stało się podręcznikiem dla pokolenia dziennikarzy śledczych i pozycją obowiązkową na każdej liście najważniejszych książek o sygnalistach, a w 1976 roku trafiło na ekrany w adaptacji Alana Pakuli, która do dziś jest stałym punktem filmowego kanonu o sygnalistach. Bernstein wrócił do tego okresu w autobiograficznej książce Chasing History (2022). Watergate: A New History autorstwa Garretta Graffa, również wydane w 2022 roku, było pierwszym całościowym, jednotomowym opracowaniem napisanym już ze świadomością, kim był Felt, i znalazło się w finale Nagrody Pulitzera w kategorii historia. Film Petera Landesmana z 2017 roku Mark Felt: The Man Who Brought Down the White House z Liamem Neesonem dał samemu sygnaliście pierwszy filmowy życiorys. Miniserial HBO z 2023 roku Hydraulicy z Białego Domu, w którym Hunta i Liddy'ego grają Woody Harrelson i Justin Theroux, pokazał włamanie jako ponurą farsę, którą faktycznie było.

Archiwa też nie stoją w miejscu. 31 października 2018 roku, w wyniku procesu, Archiwa Narodowe odtajniły watergatcką „Mapę Drogową", czyli liczący 53 punkty raport ławy przysięgłych, który w 1974 roku przedstawiał Komisji Sądowniczej Izby Reprezentantów dowody przeciwko Nixonowi. Dokument leżał pod pieczęcią przez czterdzieści cztery lata. Pięćdziesiąta rocznica rezygnacji w 2024 roku przyniosła kolejną falę odtajnionych akt prokuratorskich i dokumentów filmowych, plus kolejną rundę sporów o to, co sprawa powinna oznaczać dla władzy wykonawczej dziś.

Strona 2 podsumowania dowodów watergatckiej Mapy Drogowej, odtajnionego przez Archiwa Narodowe w 2018 r.

Strona 2 podsumowania dowodów watergatckiej „Mapy Drogowej", przygotowanego dla specjalnego prokuratora Archibalda Coxa w sierpniu 1973 roku, odtajnionego przez Archiwa Narodowe w 2018 roku / Archiwa Narodowe (Domena Publiczna)

Watergate przeorała też sposób, w jaki zachodnie demokracje myślą o sygnalistach. Reportaż, który umożliwił Felt, pokazał, że poufne źródła bywają jedynym hamulcem przejętej władzy wykonawczej, a tę lekcję przyswoiło każde późniejsze źródło, od Edwarda Snowdena ujawniającego programy NSA po Frances Haugen przekazującą wewnętrzne dokumenty Facebooka senackiej podkomisji. Normy prawne i dziennikarskie zbudowane wokół ich ochrony (tajemnica źródła informacji, ustawowe regulacje sygnalistyczne, bezpieczne kanały zgłoszeń) wszystkie zawdzięczają coś precedensowi „Głębokiego Gardła". Amerykańska Whistleblower Protection Act z 1989 roku, program nagród SEC stworzony przez ustawę Dodda-Franka z 2010 roku oraz unijna dyrektywa o ochronie sygnalistów z 2019 roku to skodyfikowani, mniej filmowi potomkowie człowieka spotykającego się z reporterem na podziemnym parkingu.

Mark Felt był niedoskonałym, rozdartym, częściowo dbającym o własny interes urzędnikiem państwowym, który podał wolnej prasie informacje potrzebne do złamania prezydentury. Historia Watergate trwa, bo przypomina prostą rzecz: instytucjonalne hamulce zawodzą częściej, niż wytrzymują, a gdy zawodzą, różnicę między tuszowaniem a rozliczeniem robi czasem jedna osoba w środku budynku, która decyduje się przemówić.

Zaktualizowano
Czy artykuł był interesujący? Podziel się nim z innymi
Może Cię również zainteresować