Skandal w IndusInd Bank, czyli ukrywana przez lata strata 230 mln dolarów
Afera IndusInd Bank wybuchła w marcu 2025 roku. Piąty co do wielkości prywatny kredytodawca w Indiach przyznał, że w jego księgach od lat ukrywano dziurę wartą 230 milionów dolarów. Wewnętrzne mechanizmy kontrolne banku i komitet audytu nigdy jej nie wykryły. Każde poważne ostrzeżenie przyszło spoza zwykłych kanałów zgłoszeń. Do ujawnienia sprawy potrzeba było odchodzącego dyrektora finansowego, banku centralnego, a później zgłoszenia sygnalisty.
Najważniejsze wnioski
- IndusInd przez lata ukrywał stratę na instrumentach pochodnych w wysokości około 20 mld rupii (230 mln dolarów), zanim się do niej przyznał.
- Bank ujawnił ją dopiero po interwencji Banku Rezerw Indii.
- Dyrektor finansowy, który domagał się rzetelnego audytu, złożył cztery wnioski o rezygnację i odszedł.
- Zarząd i komitet audytu widziały ostrzeżenia, a mimo to nie zareagowały na czas.
- Zgłoszenie sygnalisty z 2026 roku twierdzi, że bank ustawił własne śledztwo w sprawie nadużyć, by chronić tych menedżerów, których powinien był zdemaskować.
Na czym polegał problem IndusInd Bank?
IndusInd Bank przez lata zawyżał swoje sprawozdania finansowe. Sednem problemu była jego księga instrumentów pochodnych. Bank zaksięgował fikcyjne zyski na wewnętrznych transakcjach walutowych, a luka urosła do około 20 mld rupii (230 mln dolarów), czyli mniej więcej 2,35% jego wartości netto. Sprawa wyszła na jaw w marcu 2025 roku. Strata była duża, ale jej przyczyna była gorsza niż pojedyncza nieudana transakcja: mechanizm kontroli, który nigdy nie zadziałał.
Sztuczka polegała na rozbieżności księgowej. Bank prowadził dwie nogi tej samej transakcji walutowej. Jedna noga, między jego własnymi działami, stosowała rachunkowość memoriałową. Druga noga, z bankami zewnętrznymi, stosowała wycenę według wartości rynkowej. Ta rozbieżność pozwalała bankowi wykazywać zyski, których nie było. Wyszło to na jaw dopiero po tym, jak Bank Rezerw Indii (RBI), bank centralny i regulator sektora bankowego, zmienił w kwietniu 2024 roku zasady dotyczące bankowych ksiąg inwestycyjnych.

Sumant Kathpalia, który zrezygnował z funkcji prezesa IndusInd Bank w kwietniu 2025 roku. Zdjęcie za Deccan Herald.
Szkody wykroczyły poza instrumenty pochodne. Audyt wewnętrzny wykazał 1,73 mld rupii błędnie zaksięgowanych jako przychody z opłat w ramieniu mikrofinansowym. Inna analiza wskazała miliardy rupii przychodów odsetkowych, których tam być nie powinno. Gdy wszystko to spadło na jeden kwartał, IndusInd odnotował rekordową stratę w wysokości około 22,36 mld rupii (około 262 mln dolarów). Reuters podał, że bank podejrzewa nadużycia popełnione przez część własnych pracowników.
Jak bank przez miesiące siedział na stratach
Bank wiedział o problemie na długo przed tym, zanim poinformował opinię publiczną. Zewnętrzny przegląd przeprowadzany przez PwC trwał od drugiej połowy 2024 roku. Członkom zarządu powiedziano o nim w październiku 2024 roku. A jednak formalne ujawnienie sprawy giełdom nastąpiło dopiero 10 marca 2025 roku. Przez około pięć miesięcy ludzie, którzy mogli zadziałać, siedzieli na tym, co wiedzieli.
Opóźnienie nie wynikało z braku ostrzeżeń. Ówczesny dyrektor finansowy banku, Gobind Jain, domagał się niezależnego audytu i nic nie wskórał. Między czerwcem a wrześniem 2024 roku złożył cztery wnioski o rezygnację. Formalnie odszedł w styczniu 2025 roku. Człowiek, który bił na alarm, wypalił się, zanim bank cokolwiek zrobił. Poniższa oś czasu pokazuje, jak powoli to wszystko się rozgrywało.
| Kiedy | Co się wydarzyło |
|---|---|
| Kwiecień 2024 | Nowe zasady RBI dotyczące ksiąg inwestycyjnych zaczynają odsłaniać lukę na instrumentach pochodnych. |
| Lipiec-sierpień 2024 | Pojawia się propozycja przeglądu przez PwC, po czym utyka z powodu brakującego listu zlecającego. |
| Czerwiec-wrzesień 2024 | Dyrektor finansowy Gobind Jain składa cztery wnioski o rezygnację po tym, jak domagał się audytu. |
| Październik 2024 | Członkowie zarządu zostają poinformowani o przeglądzie PwC; raport wewnętrzny sygnalizuje wykorzystywanie informacji poufnych. |
| Styczeń 2025 | Jain odchodzi z banku; szef regionu oskarżony o wykorzystywanie informacji poufnych zostaje zwolniony. |
| 3 marca 2025 | RBI poleca działowi zgodności banku zwołanie spotkania. |
| 10 marca 2025 | IndusInd wreszcie ujawnia rynkowi stratę w wysokości około 20 mld rupii. |
Ta sekwencja jest obciążająca. Bank przetrzymywał informację od października do marca, a potem zadziałał w ciągu tygodnia od interwencji RBI. Pozostawiony własnym mechanizmom kontroli, milczał.
Dlaczego alarm zadziałał dopiero, gdy wyszedł na zewnątrz
Do ujawnienia doszło, ponieważ wymusił je regulator, a nie dlatego, że system to wychwycił. Według dokumentów opisanych przez The Wire, RBI dowiedział się o problemie z rozmowy końcowej Gobinda Jaina przy odejściu z pracy. Bank centralny polecił następnie pionowi zgodności banku zebrać się 3 marca 2025 roku. Publiczne oświadczenie pojawiło się siedem dni później. Impuls przyszedł spoza firmy.
Relacja The Wire jest w tej kwestii bezceremonialna. Podano w niej, że do wymuszenia ujawnienia potrzebna była interwencja RBI i że bank nie zgłosił sprawy z własnej inicjatywy. W oprogramowaniu skarbowym banku nigdy nie włączono działającego modułu rachunkowości zabezpieczeń. Ręczne księgowania prześlizgiwały się przez system. Kontrole, które powinny były wychwycić lukę, albo były nieobecne, albo je obchodzono.

Siedziba Banku Rezerw Indii. Interwencja RBI wymusiła na IndusInd ujawnienie strat. Zdjęcie: Subhrasingh, CC BY-SA 4.0.
Spóźnione ujawnienie miało swoją cenę. Gdy sprawa wyszła na jaw, akcje IndusInd spadły o około 27% w ciągu jednego dnia w marcu 2025 roku, wymazując miliardy wartości. Moody's obniżył perspektywę banku i wskazał na słabe mechanizmy kontroli wewnętrznej oraz wątły nadzór. Deponenci zaczęli się denerwować, a niskokosztowe depozyty zaczęły odpływać. Problem, który bank mógł po cichu zasygnalizować w 2024 roku, uderzył w rynek od razu w całości.
Rok później wzorzec się powtórzył. W maju 2026 roku świeże zgłoszenie sygnalisty trafiło prosto do Kancelarii Premiera, RBI, Urzędu ds. Poważnych Nadużyć Finansowych oraz regulatora rachunkowości. Nie przeszło przez bank. Po tym, co stało się za pierwszym razem, nadawca w ogóle nie zaufał drodze wewnętrznej. Ten wybór to cały problem w jednym ruchu.
Gdy to komitet audytu jest problemem
Komitet audytu banku istnieje właśnie po to, by wychwytywać takie rzeczy. Komitet IndusInd tego nie zrobił. Zarząd, któremu przewodniczył Sunil Mehta, oraz komitet audytu, któremu przewodniczyła Bhavna Doshi, miały znaki ostrzegawcze przed oczami. Problemy w pionie skarbowym i rozbieżność między standardami rachunkowości były podobno podnoszone przez kilka lat. Nie zakwestionowano ich na tyle stanowczo, by powstrzymać osuwanie się sprawy.
Gdy bank stanął później twarzą w twarz ze skalą problemu, jego własny zarząd ujął tę porażkę wprost. Sprawa, jak stwierdził zarząd, dotyczyła nadużyć, które zaszkodziły bankowi.
"Zniekształcenia księgowe, sankcje regulacyjne, zawodność kontroli wewnętrznych i zgodności, prowadzące do naruszenia przepisów, regulacji oraz szkody dla banku."
Zarząd IndusInd Bank o sprawie przeciwko swoim byłym szefom, według relacji Reutersa, listopad 2025
Ta porażka jest gorsza niż zwykła luka w nadzorze. Indyjskie spółki giełdowe mają obowiązek prowadzić kanał dla sygnalistów. Zarówno przepisy giełdowe SEBI, jak i ustawa o spółkach wymagają mechanizmu czujności, nad którym musi czuwać komitet audytu. IndusInd miał taki na papierze. Sens tego kanału polega na tym, by skierować zgłoszenie z pominięciem tych właśnie ludzi, których ono dotyczy. Gdy komitet audytu jest częścią porażki, kanał, który on kontroluje, nie jest żadnym kanałem.
Czy można zaufać śledztwu kryminalistycznemu?
Przegląd kryminalistyczny jest tak uczciwy, jak duży jest jego dystans od kierownictwa. Zgłoszenie z 2026 roku twierdzi, że w przypadku IndusInd ten dystans nie był wystarczający. Zarzuca, że badaniem prowadzonym przez Grant Thornton Bharat sterowali wyżsi menedżerowie i członkowie zarządu, tak by zatuszować dowody i osłonić niektóre osoby. Grant Thornton Bharat nazywa ten zarzut "motywowanym" i go odrzuca. Bank również go odrzuca. Zarzuty nie zostały udowodnione.
Zgłoszenie jest szczegółowe. Koncentruje się na Samirze Agarwalu, byłym szefie regionu wschodnich Indii. Twierdzi, że osiągnął on zyski rzędu 460 mln rupii (około 5 mln dolarów) na transakcjach wartych około 8,15 mld rupii, wykorzystując poufne informacje wynikające z jego stanowiska. Raport wewnętrzny zasygnalizował to w październiku 2024 roku, a bank zwolnił go w styczniu 2025 roku. The Economic Times, który widział to zgłoszenie, podał, że poproszono go o zwrot pieniędzy.
Obawa o wykorzystywanie informacji poufnych sięgnęła także samej góry. Przegląd Grant Thornton wykazał, że były prezes i jego zastępca handlowali akcjami IndusInd, mając wiedzę o uchybieniach księgowych, zanim dowiedziała się o nich opinia publiczna. Indyjski regulator rynku, SEBI, zakazał obu mężczyznom dostępu do rynku papierów wartościowych na czas prowadzonego śledztwa. Bank ruszył później z odzyskiwaniem wypłaconego im wynagrodzenia.

SEBI Bhavan w Bombaju. Indyjski regulator rynku zakazał dwóm byłym menedżerom IndusInd dostępu do rynku na czas śledztwa. Zdjęcie: Jimmy vikas, CC BY-SA 3.0.
Potem pojawia się pytanie, które czołowe doniesienia prasowe pomijają. Wielu czytelników szuka, dlaczego z banku odszedł były szef działu kadr Zubin Mody. Zgłoszenie nie odpowiada na to pytanie, ale stawia własne, dosadne: co stało się z pieniędzmi, które Agarwal miał zwrócić i czy część z nich trafiła do Mody'ego lub innych wyższych menedżerów. Agarwal nie odpowiedział na prośbę dziennikarzy o komentarz. Bank twierdzi, że wszystkie wątpliwości zostały "należycie zbadane", a podjęto właściwe działania.
Co wychwyciłby prawdziwy kanał zgłoszeń
Odsuńmy na bok liczby, a pod każdym krokiem tkwi ta sama luka. Nadużycia były widoczne od wewnątrz przez lata. Dyrektor finansowy je dostrzegł i naciskał. Raport wewnętrzny zasygnalizował wykorzystywanie informacji poufnych. Audytorzy byli w budynku. A jednak ostrzeżenia zadziałały dopiero wtedy, gdy opuściły firmę. Nikt w środku nie miał bezpiecznej, niezależnej drogi, by wymusić rzetelne sprawdzenie, póki był jeszcze czas.
Audytorzy debatowali później, czy strata była "błędem", czy "nadużyciem", co jest etykietą o sporej wadze prawnej w świetle indyjskiego prawa. Business Standard wyjaśnił, dlaczego to jedno słowo zmienia wszystko. Ale spór o etykietę to późny argument. Pojawia się już po szkodzie. Chronione zgłoszenie, złożone wcześnie i poufnie, to coś, co powstrzymuje szkodę, zanim prawnicy zaczną rozbierać słowa na czynniki pierwsze.
Po to właśnie jest system dla sygnalistów taki jak WeMoral. Daje zaniepokojonemu pracownikowi drogę, która nie prowadzi przez przełożonego, którego się obawia. Może przyjąć zgłoszenie bez podawania nazwiska i zachować ślad dla regulatora. IndusInd miał obowiązkowy kanał i pełny zarząd. Brakowało mu drogi, z której ludzie wiedzący o sprawie czuliby się dość bezpiecznie, by skorzystać.
Reakcja głównego akcjonariusza pokazała, jak głęboko sięgała ta luka. Ashok Hinduja, którego grupa kontroluje bank, nazwał całe wydarzenie okazją do czystego startu.
"Nowy świt z wyczyszczoną kartą."
Ashok P. Hinduja, przewodniczący grupy będącej głównym akcjonariuszem banku, maj 2025
Afera IndusInd Bank to nie jednostkowy przypadek. Yes Bank i PMC Bank także rozsypały się w Indiach dopiero, gdy narosła zewnętrzna presja, a nie dlatego, że wewnętrzny alarm zadzwonił na czas. Bank od tego czasu powołał nowego dyrektora generalnego i rozpoczął gruntowną przebudowę swoich mechanizmów kontroli. Nierozstrzygnięte pytanie jest większe niż jeden kredytodawca. Jeśli bank tej wielkości potrzebował swojego regulatora, by ujawnić dziurę wartą 230 milionów dolarów, ilu innych ufa kontrolom, które milczałyby równie skutecznie?
Specjalista ds. compliance skupiony na wdrażaniu polityk i wewnętrznym obiegu informacji. Pisze o tworzeniu prawa UE, głośnych sprawach i systemach zgłoszeń.