Co sprawa Chelsea Manning mówi o ochronie sygnalistów
Chelsea Manning przekazała WikiLeaks w 2010 roku ponad 700 000 tajnych dokumentów. Wielu nazywa ją sygnalistką. Sąd wojskowy uznał to za szpiegostwo. Jej sprawa pokazuje, jak duża przepaść dzieli postępowanie zgodne z sumieniem od ochrony prawnej, gdy zgłaszasz nieprawidłowości.
Najważniejsze wnioski
- Manning była analityczką armii USA, która w 2010 roku przekazała WikiLeaks około 700 000 utajnionych dokumentów.
- Sąd wojskowy skazał ją na podstawie Espionage Act i wymierzył karę 35 lat więzienia.
- Prezydent Obama złagodził jej wyrok w 2017 roku, ale jej nie ułaskawił.
- Amerykańskie prawo o ochronie sygnalistów nigdy jej nie obejmowało, ponieważ nie dotyczy przecieków wojskowych i wywiadowczych z utajnionych dokumentów.
- Unijne prawo o ochronie sygnalistów również by jej nie ochroniło, ponieważ wyłącza bezpieczeństwo narodowe.
Co dokładnie zrobiła Chelsea Manning?
Chelsea Manning była analityczką wywiadu armii USA stacjonującą w Iraku. Na początku 2010 roku skopiowała duże zbiory tajnych akt i przekazała je WikiLeaks. Dokumenty dotyczyły wojen w Iraku i Afganistanie, a także ćwierć miliona amerykańskich depesz dyplomatycznych. Zrobiła to, ponieważ uważała, że opinia publiczna ma prawo je poznać.
Chelsea Manning
©Tessa Bury (CC BY 4.0)
Najgłośniejszym materiałem było nagranie z 2007 roku, któremu później nadano tytuł Collateral Murder. Pokazywało ono załogę amerykańskiego śmigłowca Apache otwierającą ogień do ludzi w Bagdadzie, w tym do dwóch pracowników agencji Reuters. Manning przekazała też dzienniki wojenne z Iraku i Afganistanu oraz depesze Departamentu Stanu. Razem stanowiły one największy w ówczesnej historii USA wyciek utajnionych dokumentów.
Dokumenty zawierały twarde liczby. Dzienniki wojenne wskazywały na tysiące niezgłoszonych ofiar wśród cywilów. Opisywały też przypadki znęcania się nad zatrzymanymi, których nigdy nie wyjaśniono. Dla Manning były one dowodem na wojnę, której opinia publiczna nie rozumiała w pełni.
Została aresztowana w maju 2010 roku. Były haker o nazwisku Adrian Lamo rozmawiał z nią w sieci, a następnie zgłosił ją wojsku. W tych rozmowach Manning wyjaśniła, co nią kierowało.
„Chcę, żeby ludzie zobaczyli prawdę, bo bez informacji nie można jako społeczeństwo podejmować świadomych decyzji.”
Chelsea Manning, zapisy rozmów z Adrianem Lamo, 2010
Czy została ułaskawiona?
Nie. Prezydent Barack Obama złagodził jej wyrok 17 stycznia 2017 roku. Złagodzenie skraca karę. Nie usuwa skazania tak, jak zrobiłoby to ułaskawienie. Dlatego Manning wciąż figuruje w rejestrze jako osoba skazana. Wyszła na wolność 17 maja 2017 roku, po około siedmiu latach za kratami.
Ta różnica ma tutaj znaczenie. Jej 35-letni wyrok był najsurowszą karą, jaką amerykański sąd kiedykolwiek wymierzył za przeciek do mediów. Złagodzenie zakończyło pobyt w więzieniu, ale pozostawiło wyrok w mocy. W oczach prawa była i nadal jest osobą skazaną za przeciek.
Obama wyłożył wówczas swój tok rozumowania. Powiedział, że Manning wzięła odpowiedzialność za swoje czyny i odbyła już surową karę. Uznał, że pierwotne 35 lat zupełnie odbiegało od tego, co otrzymywali inni sprawcy przecieków. Złagodzenie, a nie ułaskawienie, pozwoliło mu skrócić pobyt w więzieniu przy jednoczesnym utrzymaniu skazania.
Przeciek a chroniony sygnalizm
Sygnalista zgłasza nieprawidłowości drogą, którą chroni prawo. Przeciek wynosi tajne informacje poza wszelkie zatwierdzone kanały. Oba mogą wypływać z tej samej uczciwej pobudki. Ale prawo nie waży najpierw pobudki. Zadaje chłodniejsze pytanie: komu to przekazałeś i czy prawo chroni tę drogę?
Dlatego Manning mieści się jednocześnie w dwóch szufladkach. Dla dużej części opinii publicznej jest sygnalistką, która ujawniła nadużycia na wojnie. Dla sądu była żołnierzem, który przekazał utajnione dokumenty osobom bez uprawnień do ich posiadania. Wybór słowa jest po części kwestią moralną. Kategoria prawna jest sztywna i nigdy nie działała na jej korzyść.
Prosty kontrast dobrze pokazuje tę granicę. Wyobraź sobie księgową, która wykrywa oszustwo i zgłasza je organowi nadzoru finansowego. Prawo chroni taką pracownicę przed zwolnieniem. Manning nie miała równorzędnej drogi dla tajemnic wojennych. Bezpieczne kanały nie mogły dotrzeć do opinii publicznej, a kanał, który mógł do niej dotrzeć, nie był bezpieczny.
Dlaczego Espionage Act nie dał jej linii obrony
Manning postawiono zarzuty na podstawie Espionage Act of 1917, ustawy stosowanej wobec większości sprawców przecieków w USA. Zawiera ona surowy haczyk. Nie można argumentować, że przeciek służył dobru publicznemu. Sąd nie pozwolił Manning wyjaśnić, dlaczego postąpiła tak, jak postąpiła, ponieważ w świetle tej ustawy dobra pobudka po prostu nie stanowi linii obrony.

Śmigłowiec AH-64 Apache armii USA nad Irakiem. Nagranie z celownika Apache z 2007 roku znalazło się wśród dokumentów, które Manning przekazała WikiLeaks.
Sądy celowo interpretują tę ustawę wąsko. Rząd nie musi udowadniać, że przeciek zaszkodził bezpieczeństwu narodowemu. Oskarżony nie może argumentować, że dokumenty zostały błędnie oznaczone jako tajne. Jak zauważa Electronic Frontier Foundation, żaden sprawca przecieku nigdy nie uzyskał uniewinnienia, wykazując, że opinia publiczna na ujawnieniu skorzystała. Manning powiedziała to samo w swoim oświadczeniu przed sądem.
„Wierzyłam, że gdyby ogół społeczeństwa, zwłaszcza amerykańskiego, miał dostęp do tych informacji, mogłoby to wywołać krajową debatę o roli wojska i naszej polityce zagranicznej w ogóle.”
Chelsea Manning, oświadczenie przed sądem wojskowym, 2013
Jej sprawa nie jest pod tym względem wyjątkowa. Tę samą ustawę zastosowano wobec innych współczesnych sprawców przecieków, w tym Edwarda Snowdena i Reality Winner. Każde z nich napotkało ten sam mur. Sąd waży to, co zostało ujawnione, a nie powód, który za tym stał. Zamiar pojawia się dopiero przy wymiarze kary, gdy wyrok jest już przesądzony.
Dlaczego amerykańskie prawo o ochronie sygnalistów jej nie obejmowało
USA mają Whistleblower Protection Act. Ale chroni on cywilnych pracowników federalnych, którzy zgłaszają nieprawidłowości oficjalnymi kanałami. Nie chroni żołnierzy ani pracowników wywiadu, którzy wynoszą utajnione dokumenty na zewnątrz. Manning wpadła wprost w tę lukę, a luka ta nie była przypadkowa.
Żołnierze mają osobną drogę. Mogą zgłosić swoje obawy dowódcy, inspektorowi generalnemu Departamentu Obrony lub komisjom wywiadu w Kongresie. Te ścieżki dają pewną ochronę. Żadna z nich nie pozwala jednak osobie służącej w wojsku przekazać tajnych dokumentów wydawcy. Gdy Manning argumentowała później, że powinna ją chronić Pierwsza Poprawka, wojskowy sąd apelacyjny odrzucił ten argument i utrzymał skazanie w mocy.
Pracownicy wywiadu również mają własny kanał. Mogą zgłosić obawy inspektorowi generalnemu lub komisjom Kongresu zajmującym się tajemnicami. Ta ścieżka może ich chronić. W chwili, gdy ten sam materiał trafia do dziennikarza, ochrona jednak znika. Prawo traktuje przeciek do prasy jako dokładnie ten czyn, który zamierza karać.
Drogi, które stały przed nią otworem, dobitnie to pokazują. Kanały dające ochronę prawną, jej dowództwo, inspektor generalny, komisje wywiadu, nie mogły przedłożyć niczego opinii publicznej. Jedyna droga, która rzeczywiście do niej docierała, czyli prasa, nie dawała żadnej ochrony.
Czy unijna dyrektywa o ochronie sygnalistów by ją ochroniła?
Unia Europejska uchwaliła w 2019 roku silne prawo o ochronie sygnalistów. Zobowiązuje ono większość pracodawców do utworzenia bezpiecznych wewnętrznych kanałów zgłoszeń. Chroni przed zwolnieniem i represjami osoby zgłaszające naruszenia prawa UE. Jednak nawet to prawo nie ochroniłoby sprawy takiej jak sprawa Manning.
Unijna dyrektywa o ochronie sygnalistów nakazuje firmom zatrudniającym 50 lub więcej pracowników prowadzenie właściwego kanału zgłoszeń. Wyznacza trzy kroki w określonej kolejności: najpierw zgłoszenie wewnętrzne, potem do organu państwowego, a na końcu do opinii publicznej. Ale artykuł 3 wyłącza bezpieczeństwo narodowe i utajnione dokumenty obronne. Żołnierz wynoszący akta wojenne znajduje się poza jej zakresem. Prawo, które tak wiele zmieniło dla zwykłych pracowników, wciąż pozostawiłoby Manning bez ochrony.
Nawet dla naruszeń, które obejmuje, dyrektywa stawia warunki. Pracownik powinien najpierw spróbować kanału wewnętrznego. Do opinii publicznej może zwrócić się dopiero wtedy, gdy ten zawiedzie lub gdy istnieje wyraźne i pilne zagrożenie. W zamian pracownik, który zgłasza nieprawidłowości w dobrej wierze, nie może zostać zgodnie z prawem zwolniony ani ukarany. Celem jest wychwycenie nieprawidłowości wcześnie i wewnątrz, zanim w ogóle będą musiały stać się przeciekiem.
Co zmienia bezpieczny kanał wewnętrzny
Większość sygnalistów to nie żołnierze posiadający tajemnice wojenne. To pracownicy, którzy zauważają oszustwa, zagrożenia dla bezpieczeństwa lub nadużycia w pracy. Dla nich bezpieczny sposób zgłaszania wewnątrz organizacji zmienia wszystko. Zaufany kanał pozwala komuś wcześnie podnieść alarm, bez odchodzenia z pracy i bez zwracania się do prasy.
Każda relacja z historii Manning zwraca uwagę na to samo. Czuła, że nie ma drogi, której mogłaby zaufać, więc poszła na zewnątrz. Dobry system dla sygnalistów jest zbudowany tak, by usunąć ten ślepy zaułek. Narzędzia takie jak WeMoral dają pracownikom anonimowy, szyfrowany sposób na zgłoszenie, śledzenie dalszych działań i ochronę osoby, która zabiera głos, przed odwetem.
Zaufany kanał wysyła też sygnał. Gdy ludzie wierzą, że zgłoszenie zostanie potraktowane poważnie i pozostanie poufne, zwykle korzystają z głównego wejścia. Większość nigdy nie dochodzi do etapu, na którym przeciek wydaje się jedyną pozostałą opcją.
Jest tu jednak wyraźna granica. Kanał zgłoszeń obsługuje oszustwa, mobbing i zaniedbania w zakresie bezpieczeństwa, sprawy, które wypełniają większość firmowych infolinii. Nigdy nie był pomyślany do przenoszenia utajnionych dokumentów wojskowych i nie objąłby tego, co ujawniła Manning. Ta część pozostaje kwestią prawa o bezpieczeństwie narodowym, czyli dokładnie tam, gdzie wylądowała jej sprawa.
Historia Manning sytuuje się w niewygodnym miejscu. Opinia publiczna nazywa ją sygnalistką. Prawo nazwało ją szpiegiem. Dotarła do milionów czytelników, a mimo to nigdy nie miała drogi, która jednocześnie docierałaby do opinii publicznej i zapewniała jej bezpieczeństwo. Ta luka pozostaje otwarta do dziś dla każdego, kto posiada tajemnicę, której prawo nigdy nie zamierzało pozwolić mu ujawnić.
Zdjęcie w nagłówku: Chelsea Manning, autor Sebastiaan ter Burg (CC BY 2.0)
Badaczka i analityczka danych w obszarze sygnalizowania nieprawidłowości. Opowiada historie znanych sygnalistów i tło ich walki o odpowiedzialność.