Samuel Shaw i Richard Marven pierwsi sygnaliści w historii Ameryki
Dwaj oficerowie Marynarki Kontynentalnej, Samuel Shaw i Richard Marven, są uznawani za pierwszych sygnalistów w historii Stanów Zjednoczonych. Ich sprawa, tocząca się w latach 1777-1779, doprowadziła do uchwalenia pierwszej w USA ustawy chroniącej sygnalistów: jednomyślnej rezolucji Kongresu Kontynentalnego z 30 lipca 1778 roku. Ta historia nie ma nic wspólnego z bostońską herbatką ani z oszustwami gruntowymi w Vermoncie, choć są często mylone. To opowieść z dziejów marynarki: petycja, sądowy odwet i organ ustawodawczy, który uznał, że osoby zgłaszające nadużycia działają dla dobra kraju.
Marynarka Kontynentalna i komodor Hopkins
Marynarka Kontynentalna z 1776 roku nie była marynarką w żadnym współczesnym znaczeniu tego słowa. Garść przerobionych statków handlowych, chroniczne braki załóg, prochu i żołdu. Jej pierwszym naczelnym dowódcą został Esek Hopkins, mieszkaniec Rhode Island powołany przez Kongres Kontynentalny pod koniec 1775 roku. Hopkins poprowadził niewielką flotę do Nassau na początku 1776 roku po brytyjskie zapasy wojenne i wrócił z pokaźną zdobyczą w postaci dział i prochu. Później eskadra przeważnie stała bezczynnie w zatoce Narragansett, blokowana przez Royal Navy i pozbawiona wszystkiego, czego potrzebowała.
Dyscyplina się rozluźniła. W 1777 roku do oficerów służących na okręcie flagowym Hopkinsa zaczęły docierać relacje o tym, jak traktowano brytyjskich jeńców wojennych pod pokładem. Kilku z nich miało później podpisać skargę określającą to postępowanie jako barbarzyńskie. Obrońcy Hopkinsa upierali się, że marynarka opiera się na improwizacji i że podwładni wyolbrzymiają sprawę. Oficerowie, którzy podpisali petycję, byli innego zdania.
Petycja na pokładzie USS Warren
Zimą 1777 roku dziesięciu marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej z fregaty USS Warren, zakotwiczonej wówczas w pobliżu Providence, spotkało się potajemnie, by sporządzić skargę na Hopkinsa. Petycja wyliczała konkretne zarzuty: jeńcy traktowani, jak to ujmowali sami autorzy, w sposób niegodny i barbarzyński; rozkazy sprzeczne z wytycznymi, które Kongres przekazał marynarce w sprawie pojmanych przeciwników; postępowanie niegodne starszego oficera Stanów Zjednoczonych. Wśród sygnatariuszy znaleźli się młody midszypman Samuel Shaw oraz trzeci porucznik Richard Marven.
Przekazanie skargi ponad głową własnego dowódcy nie było rutynowym krokiem. Hopkins miał władzę nad karierami i żołdem swoich podwładnych, a sygnatariusze nie dysponowali żadnym formalnym sposobem obejścia go. Wybrali kapitana piechoty morskiej Johna Grannisa, by zaniósł dokument lądem do Kongresu. 26 marca 1777 roku Grannis przedstawił petycję. W ciągu kilku dni Kongres przegłosował zawieszenie Hopkinsa w dowodzeniu. Następnie przeprowadzono dochodzenie. Skarga została potwierdzona, a Hopkins formalnie odwołany na początku 1778 roku. Dla sygnatariuszy powinno to oznaczać koniec sprawy.
Odwet przed sądami w Rhode Island
Tak się jednak nie stało. Hopkins, choć zdjął już mundur, wciąż miał wpływowych przyjaciół w Rhode Island i pozwał Shawa oraz Marvena o karne zniesławienie do sądów stanowych. Karne zniesławienie w 1778 roku było poważnym zarzutem, mogącym skończyć się więzieniem, rujnującymi odszkodowaniami i trwałą stygmatyzacją. Postępowanie ruszyło. Latem 1778 roku obaj mężczyźni siedzieli za kratami, czekając na proces w stanie, w którym powód miał polityczne wpływy, a oskarżeni żadnych.
Z więzienia, 23 lipca 1778 roku, Shaw i Marven napisali do Kongresu z prośbą o pomoc. Ich list stawiał rzecz wprost: jeśli oficerowie zgłaszający nadużycia mogą trafić do więzienia z ręki tych, na których złożyli skargę, nikt już nigdy niczego nie zgłosi. Zasada była prosta, a precedens, który zapadłby w jedną albo drugą stronę, oczywisty dla delegatów czytających ten list.
Uchwała z 30 lipca 1778 roku
Tydzień później, 30 lipca 1778 roku, Kongres Kontynentalny jednomyślnie przegłosował uchwałę, którą historycy traktują jako pierwszą w historii Stanów Zjednoczonych ustawę chroniącą sygnalistów. Tekst głosił, że "obowiązkiem wszystkich osób w służbie Stanów Zjednoczonych, jak również wszystkich pozostałych mieszkańców tego kraju, jest jak najszybsze informowanie Kongresu lub innej właściwej władzy o jakichkolwiek nadużyciach, oszustwach lub wykroczeniach popełnianych przez funkcjonariuszy lub osoby pełniące służbę w tych stanach, o których powezmą wiedzę". Na papierze brzmi to biurokratycznie. W 1778 roku było to systemowe zobowiązanie, że informowanie o nadużyciach jest aktem obywatelskim, a nie wywrotowym.
Kongres nie poprzestał na deklaracji zasady. Zgodził się "bronić wspomnianej sprawy" wytoczonej przez Hopkinsa i pokryć rozsądne koszty obrony Shawa i Marvena z publicznej kasy. 22 maja 1779 roku, po tym jak Samuel Adams polecił dokonać wypłaty, Kongres przekazał 1418 dolarów Williamowi Channingowi, prawnikowi z Rhode Island, który bronił obu oficerów. Sprawa o zniesławienie upadła.
Dlaczego ta sprawa wciąż ma znaczenie
Uchwała z 1778 roku nie przestała mieć znaczenia w chwili, gdy Marynarka Kontynentalna przestała istnieć. Jej zasadnicza myśl, że system prawny musi chronić osobę, która w dobrej wierze zgłasza nieprawidłowości, przed osobą, na którą złożyła skargę, przewija się przez każdą amerykańską ustawę o sygnalistach, jaka po niej powstała: False Claims Act, Whistleblower Protection Act, Sarbanes-Oxley, Dodd-Frank. Przewija się przez sprawę Marka Felta i ujawnień Watergate, gdzie ochrona wynikała z anonimowości, a nie z ustawy, ale logika była ta sama.
Rocznica 30 lipca jest obchodzona w Stanach Zjednoczonych jako Narodowy Dzień Sygnalisty, doroczne święto ustanowione w 2013 roku, z uroczystościami odbywającymi się zwykle na Kapitolu i gromadzącymi urzędujących senatorów wraz z sygnalistami spraw bieżących i historycznych. To, że upamiętniana ustawa jest starsza od samej Konstytucji, należy do sedna sprawy: pokolenie ojców założycieli już wtedy ustaliło w konkretnych słowach, że karanie osoby zgłaszającej jest gorszym problemem niż tolerowanie skargi, a koszt jej obrony republika jest w stanie udźwignąć.
Sprawa Shawa i Marvena to rzadka opowieść z czasów założycielskich, która zyskuje na sile, im uważniej się jej przyjrzeć. Dwóch stosunkowo niskich rangą oficerów postawiło konkretny zarzut. Wyższy rangą odpowiedział odwetem przed sądami. Organ ustawodawczy, postawiony przed wyborem między człowiekiem z szarżą a ludźmi, którzy go zgłosili, wybrał zasadę, że samo zgłaszanie musi być bezpieczne. Mechanizm chroniący osobę, która nagłaśnia zachowanie potężnego przełożonego, należy do najstarszych rozstrzygnięć ustrojowych, jakie Stany Zjednoczone w ogóle podjęły co do tego, jak zamierzają rządzić same sobą.
Specjalista ds. compliance skupiony na wdrażaniu polityk i wewnętrznym obiegu informacji. Pisze o tworzeniu prawa UE, głośnych sprawach i systemach zgłoszeń.