Martha Mitchell to sygnalistka afery Watergate, której nikt nie uwierzył

Martha Mitchell to sygnalistka afery Watergate, której nikt nie uwierzył

Martha Mitchell była żoną prokuratora generalnego w administracji Nixona. Kilka dni po włamaniu w aferze Watergate próbowała ostrzec dziennikarzy, że dzieje się coś złego. Ludzie Nixona przetrzymywali ją w hotelu, a lekarz podał jej środek odurzający, żeby ją uciszyć. Prasa uznała ją za obłąkaną alkoholiczkę. Lata później okazało się, że miała rację, a jej nazwisko nosi dziś pewien termin psychiatryczny.

Najważniejsze wnioski

  • Martha Mitchell była żoną Johna Mitchella, prokuratora generalnego Nixona i szefa jego kampanii.
  • Próbowała opowiedzieć dziennikarzom o aferze Watergate, więc przetrzymano ją w hotelu i podano środek odurzający, żeby ją powstrzymać.
  • Prasa i Biały Dom przedstawiały ją jako osobę niezrównoważoną i większość ludzi w to uwierzyła.
  • Włamywacz z afery Watergate James McCord potwierdził w 1975 roku, że została ona „w gruncie rzeczy porwana”.
  • „Efekt Marthy Mitchell” to dziś realny termin oznaczający uznanie prawdziwej historii za urojenie.

Kim była Martha Mitchell?

Martha Mitchell była waszyngtońską bywalczynią salonów, która nie potrafiła przestać rozmawiać z prasą. Urodziła się jako Martha Beall w Pine Bluff w Arkansas w 1918 roku. Wyszła za prawnika Johna N. Mitchella, który w 1969 roku został prokuratorem generalnym Nixona. To niemal z dnia na dzień uczyniło Marthę jedną z najbardziej znanych żon w stolicy.

Martha Mitchell z Julie Nixon Eisenhower na zdjęciu z Białego Domu z 1969 roku

Martha Mitchell z Julie Nixon Eisenhower, około 1969 roku / Nixon White House Photo Office, NARA / Wikimedia Commons (Public Domain)

Uwielbiała być w centrum uwagi i to wykorzystywała. Dziennikarze nadali jej przydomek „The Mouth of the South” (Usta Południa), bo mówiła dokładnie to, co myślała. Dzwoniła do redakcji późno w nocy, żeby podzielić się plotkami i bezpośrednimi opiniami. Większość oficjalnego Waszyngtonu zachowywała ostrożność i milczenie. Martha robiła odwrotnie i opinia publiczna pokochała ją za to.

Jej mąż znajdował się w samym centrum świata Nixona. W 1972 roku odszedł z Departamentu Sprawiedliwości, żeby pokierować kampanią reelekcyjną prezydenta. Ta grupa miała sztywną oficjalną nazwę i słynny przydomek. Komitet na rzecz Reelekcji Prezydenta ludzie nazywali CREEP. To dla niego pracowali ludzie, którzy włamali się do siedziby Watergate.

Co wiedziała o aferze Watergate?

Martha znała ludzi stojących za aferą Watergate osobiście, nie tylko z wiadomości. Jej mąż kierował kampanią, która płaciła włamywaczom. Jeden z zatrzymanych mężczyzn, James McCord, pracował jako jej osobisty ochroniarz. Kiedy więc zobaczyła wybuchającą aferę, od razu zrozumiała, jak blisko jej rodziny ona się rozgrywa.

17 czerwca 1972 roku pięciu mężczyzn zatrzymano wewnątrz siedziby Partii Demokratycznej w kompleksie Watergate w Waszyngtonie. Mieli tam naprawić ukryty podsłuch i sfotografować dokumenty. Włamanie prowadziło prosto do kampanii Nixona. Pełny ciąg wydarzeń można poznać w relacji Senatu z dochodzenia w sprawie Watergate.

Widok z lotu ptaka na kompleks Watergate nad rzeką Potomak w Waszyngtonie

Kompleks Watergate nad Potomakiem, gdzie w czerwcu 1972 roku doszło do włamania / Indutiomarus / Wikimedia Commons (Public Domain)

Tamtego weekendu Martha przebywała w Kalifornii z ekipą kampanii. Jej mąż poleciał z powrotem do Waszyngtonu, żeby zająć się kryzysem. Zostawił ją w hotelu pod opieką ochroniarza. Wtedy otworzyła gazetę, zobaczyła twarz McCorda wśród zatrzymanych i zaczęła składać fakty w całość.

Telefon, który zapoczątkował jej gehennę

Kilka dni po włamaniu Martha zrobiła to, co robiła zawsze. Podniosła słuchawkę i zadzwoniła do dziennikarki. Zatelefonowała do Helen Thomas z agencji prasowej UPI. Powiedziała, że odejdzie od męża, jeśli ten nie rzuci brudnego świata polityki. Tak zaczęła się jej próba nagłośnienia nieprawidłowości.

Rozmowa nigdy się nie zakończyła. Thomas usłyszała, jak Martha mówi „Odejdź, odejdź”, a potem linia zamilkła. Jakiś mężczyzna wyrwał kabel telefoniczny ze ściany. Tym mężczyzną był Steve King, były agent FBI pracujący jako ochrona kampanii. Kiedy Thomas oddzwoniła, usłyszała, że Martha jest „niedysponowana”. UPI później szczegółowo opisała cały ten epizod.

Martha nie dała za wygraną. Przez kolejne tygodnie wciąż dzwoniła do dziennikarzy, kiedy tylko miała okazję. Mówiła im, że Biały Dom ukrywa prawdę. Ostrzegała, że jej mąż jest wrabiany i ma wziąć winę na siebie. Każdy telefon czynił z niej coraz większy problem dla ekipy Nixona.

Jak uciszono Marthę Mitchell?

Ludzie Nixona uciszyli Marthę, przetrzymując ją w hotelu i podając jej środki odurzające. Po tym, jak King przeciął linię telefoniczną, ochroniarze trzymali ją w pokoju wbrew jej woli. W pewnym momencie zaczęła się bronić. Pięciu mężczyzn przytrzymało ją, podczas gdy lekarz wstrzyknął jej środek uspokajający, żeby ją uciszyć.

Nie wyszła z tego bez szwanku. Dziennikarz, który zobaczył ją później, opisał siniaki na jej ramionach. Mocno rozcięła sobie dłoń i wymagała szwów. Powiedziała The New York Times, że została porwana, a nawet że jej grożono. W przypadku żony urzędującego prokuratora generalnego było to wstrząsające oskarżenie.

Potem przyszła pora na oczernianie. Współpracownicy z Białego Domu rozpowszechnili przekaz, że Martha za dużo pije i jest niezrównoważona. Prasa to podchwyciła i poniosła dalej. Kobietę ostrzegającą przed prawdziwym przestępstwem zamieniono w obiekt drwin. Oto jak rozwijała się ta gehenna:

  1. 17 czerwca 1972 - Włamywacze zostają zatrzymani wewnątrz kompleksu Watergate.
  2. Kilka dni później - Martha dzwoni do dziennikarki UPI Helen Thomas, a linia zostaje przecięta.
  3. W tym samym tygodniu - Zostaje przetrzymana w kalifornijskim hotelu, a lekarz podaje jej środek odurzający.
  4. Przez 1972 i 1973 rok - Biały Dom przedstawia ją jako niezrównoważoną alkoholiczkę.
  5. 1975 - James McCord potwierdza, że została „w gruncie rzeczy porwana”.
  6. 1976 - Martha umiera w wieku 57 lat, a jej nazwisko wciąż nie zostaje oczyszczone.
  7. 1988 - Psycholog nazywa jej imieniem „efekt Marthy Mitchell”.

Czym jest efekt Marthy Mitchell?

Efekt Marthy Mitchell to sytuacja, w której lekarz uznaje prawdziwą historię za urojenie. Pacjent zgłasza coś realnego, ale niezwykłego. Lekarz zakłada, że to nie może być prawda, i traktuje to jako objaw choroby. Etykieta przylega, a prawdziwe ostrzeżenie ginie.

Termin ten wprowadził psycholog Brendan Maher, który ukuł go w 1988 roku. Nazwał go imieniem Marthy z oczywistego powodu. Powiedziała ona prawdę o prawdziwym przestępstwie, a niemal wszyscy traktowali ją jak wariatkę. Jej historia stała się podręcznikowym przykładem prawdziwego zgłoszenia zbytego jako szaleństwo.

Płynąca z tego nauka wykracza daleko poza jeden hotelowy pokój. Ludzie zgłaszający nieprawidłowości często z początku brzmią nieprawdopodobnie. Łatwo zbyć ich jako paranoików lub osoby niezrównoważone. Efekt Marthy Mitchell to przestroga, by sprawdzić fakty, zanim osądzi się człowieka.

Czy Martha Mitchell miała rację co do afery Watergate?

Tak. Niemal wszystko, co mówiła Martha, okazało się prawdą. Biały Dom rzeczywiście ukrywał prawdę. Jej mąż naprawdę był zamieszany w skandal i trafił za to do więzienia. Tuszowanie, które wyczuła w 1972 roku, zmusiło Nixona do ustąpienia w 1974 roku.

Prokurator generalny John Mitchell rozmawiający z prezydentem Richardem Nixonem

Mąż Marthy, prokurator generalny John Mitchell, z prezydentem Richardem Nixonem / Nixon White House Photo Office, NARA / Wikimedia Commons (Public Domain)

Jej relacja z hotelu również zyskała potwierdzenie. W 1975 roku włamywacz z afery Watergate James McCord wprost stwierdził, że „historia Marthy jest prawdziwa” i że została ona „w gruncie rzeczy porwana”. O roli Steve'a Kinga w odcięciu jej od świata pisano od tamtej pory wielokrotnie.

Nawet Nixon w pewien dziwny sposób przyznał jej rację. W telewizyjnym wywiadzie z Davidem Frostem w 1977 roku powiedział, że gdyby nie Martha, nie byłoby afery Watergate. Miał na myśli to, że jej mąż był tak zajęty zamartwianiem się o nią, że stracił czujność wobec kampanii. Była to wina ubrana w komplement.

Kiedy zmarła w 1976 roku, na jej pogrzeb dotarła niepodpisana wiązanka kwiatów. Z kwiatów ułożono trzy słowa: „Martha Was Right” (Martha miała rację). W przeciwieństwie do Marka Felta, źródła FBI znanego jako Głębokie Gardło, Martha nigdy nie kryła się za pseudonimem. Mówiła otwarcie pod własnym nazwiskiem i zapłaciła za to publicznie.

Co jej historia oznacza dla sygnalistów

Historia Marthy Mitchell pokazuje, co dzieje się tam, gdzie nie ma bezpiecznego sposobu zgłaszania. Nie miała infolinii, nie miała prawnika, któremu by ufała, ani chronionego kanału. Sięgnęła więc po jedyne narzędzie, jakie miała, czyli telefon. Ludzie wokół niej szybko i brutalnie ją uciszyli.

Jej przypadek pokazuje też, jak tanio jest zaatakować osobę przekazującą informację. Najszybszym sposobem na pogrzebanie prawdziwego zgłoszenia jest zasianie wątpliwości co do osoby, która je przekazuje. Plotka o piciu wyrządziła Marcie większą szkodę niż jakiekolwiek zaprzeczanie faktom. Ta taktyka wciąż działa i właśnie dlatego istnieją surowe przepisy, które mają jej zapobiegać.

Dobre systemy sprawiają, że bezpieczna droga jest tą prostą. Nowoczesny system zgłaszania nieprawidłowości pozwala pracownikowi zgłosić naruszenie w sposób poufny, nawet bez podawania nazwiska. Prowadzi bezpieczny rejestr, którego nikt nie wyrwie ze ściany. Chroni też osobę, która zabiera głos, przed odwetem. Martha nie miała nic z tego, a jej ostrzeżenie omal nie umarło wraz z jej reputacją.

Martha Mitchell: najczęściej zadawane pytania

Czy Martha Mitchell była sygnalistką?

Tak. Próbowała ostrzec dziennikarzy, że Biały Dom ukrywa prawdę o aferze Watergate. Nie miała oficjalnego kanału ani żadnej ochrony. Skorzystała z prasy, bo było to jedyne narzędzie, jakie miała, i została za to ukarana.

Co stało się z Marthą Mitchell w Kalifornii?

Po telefonie do dziennikarki przetrzymywano ją w hotelu wbrew jej woli. Były agent FBI przeciął jej linię telefoniczną. Ochroniarze ją przytrzymali, a lekarz wstrzyknął jej środek uspokajający. Później mówiła, że została porwana i że jej grożono.

Czym jest efekt Marthy Mitchell?

To sytuacja, w której lekarz bierze prawdziwą historię za urojenie. Pewien psycholog nazwał go imieniem Marthy w 1988 roku. Zgłosiła ona prawdziwe wydarzenia, a potraktowano ją jak osobę niezrównoważoną, więc jej nazwisko stało się etykietą tej pomyłki.

Czy ktokolwiek wierzył Marcie Mitchell?

W tamtym czasie wierzyło jej niewielu ludzi. Biały Dom przedstawiał ją jako niezrównoważoną alkoholiczkę, a prasa się do tego przyłączyła. Została zrehabilitowana później, zwłaszcza gdy włamywacz James McCord potwierdził w 1975 roku, że została „w gruncie rzeczy porwana”.

Kiedy zmarła Martha Mitchell?

Martha Mitchell zmarła w 1976 roku w wieku 57 lat. Przyczyną był nowotwór szpiku kostnego zwany szpiczakiem mnogim. Ostatnie lata spędziła w niedostatku i w dużej mierze odcięta od dawnego grona znajomych.

Podsumowanie

Martha Mitchell była głośna, bezpośrednia i miała rację. Dostrzegła przestępstwo zawiązujące się wokół jej rodziny i próbowała powiedzieć o tym światu. W zamian została przytrzymana, odurzona i wyśmiana. Prawda dogoniła ją dopiero wtedy, gdy szkoda dla jej nazwiska była już dokonana.

Jej historia niesie prostą naukę. Ludzie, którzy dostrzegają nieprawidłowości, potrzebują bezpiecznego, legalnego sposobu ich zgłaszania oraz realnej ochrony przed zemstą. Dajcie im to, a nie będą musieli przekrzykiwać się przez linię telefoniczną, podczas gdy ktoś wyrywa kabel ze ściany.

Zaktualizowano
Kamila Caban

Badaczka i analityczka danych w obszarze sygnalizowania nieprawidłowości. Opowiada historie znanych sygnalistów i tło ich walki o odpowiedzialność.

Uruchom kanał zgłoszeń sygnalistów w niecałe 5 minut!

Gotowa strona zgłoszeniowa zgodna z ustawą o ochronie sygnalistów. Wdrożysz ją bez programisty.

Zarezerwuj demo Wypróbuj za darmo