Afera w Szpitalu Południowym a ochrona sygnalistów

Afera w Szpitalu Południowym a ochrona sygnalistów

Afera w Szpitalu Południowym od tygodni nie schodzi z pierwszych stron. W jej centrum stanął dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii, którego media nazwały sygnalistą po tym, jak ujawnił zarzuty wobec warszawskiej placówki: tzw. salonik VIP dla polityków, domniemane błędy medyczne i rolę byłego radnego KO Dawida Kacprzyka. Wkrótce potem sam stracił pracę. Sprawa stała się w Polsce najgłośniejszym testem tego, jak w praktyce działa ustawa o ochronie sygnalistów oraz czy zgłaszający nieprawidłowości naprawdę są chronieni przed zwolnieniem.

Ta historia jest pouczająca właśnie dlatego, że nie jest czarno-biała. Pokazuje różnicę między „sygnalistą” w potocznym rozumieniu a sygnalistą w rozumieniu prawa. Widać w niej, jak łatwo przekroczyć granicę między zgłoszeniem a prywatnym sporem oraz jak duża bywa luka między procedurą na papierze a jej realnym działaniem.

Najważniejsze wnioski

  • Lekarz zgłosił sprawę prywatną wiadomością na WhatsAppie, poza kanałami z ustawy.
  • Dlatego zdaniem prof. Makowskiego nie ma statusu sygnalisty.
  • Zwolnić wolno, ale nie w odwecie. Przyczynę udowadnia pracodawca.
  • Pan Piotr status sygnalisty miał i też stracił pracę.

Afera w Szpitalu Południowym, co ujawnił dr Emil Jędrzejewski?

Dr Emil Jędrzejewski kierował oddziałem chirurgii Warszawskiego Szpitala Południowego, placówki należącej do miasta. Stanowisko stracił w 2025 roku. Rozgłos zyskał w czerwcu 2026 roku, po obszernym wywiadzie w Kanale Zero u Krzysztofa Stanowskiego, w którym opisał nieprawidłowości mające występować w szpitalu oraz swoje próby zainteresowania sprawą władz stolicy.

Najpoważniejsze słowa dotyczyły bezpieczeństwa pacjentów. „Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania”, mówił lekarz, twierdząc, że w wyniku błędów (wskazywał m.in. „błędy przy intubacji”) dochodziło do powikłań, które kończyły się śmiercią. Mówił też o „zmowie milczenia” i o fałszowaniu dokumentacji medycznej.

Trzeba to jasno podkreślić: dr Jędrzejewski nie przedstawił na poparcie tych słów dowodów, a dopytywany o szczegóły odsyłał do prokuratury. Wszystkie przytoczone zarzuty pozostają niepotwierdzone i obowiązuje domniemanie niewinności.

Kim jest Dawid Kacprzyk i o co jest oskarżany?

Dawid Kacprzyk to lekarz i były radny Koalicji Obywatelskiej w dzielnicy Ursus, który w Szpitalu Południowym objął funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Według relacji Jędrzejewskiego oraz doniesień medialnych 28-latek pełnił tę funkcję, nie mając ukończonej specjalizacji. To właśnie jemu były ordynator przypisywał odpowiedzialność za najcięższe zdarzenia. Media, w tym portal Zero.pl, ujawniły, że Kacprzyk miał w 2025 roku zarobić około 1,6 mln zł ze szpitala.

Kacprzyk odrzucił zarzuty, uznał, że Jędrzejewski mija się z prawdą oraz zapowiedział kroki prawne. Zrezygnował z członkostwa w KO oraz z mandatu radnego. Jego sprawą zajęły się prokuratura i Naczelna Izba Lekarska, ale, co należy powtórzyć, żadne z oskarżeń nie zostało dotąd rozstrzygnięte.

Salonik VIP w Szpitalu Południowym, na czym miał polegać?

„Salonik VIP” to element, który najmocniej rozpalił opinię publiczną. Według doniesień w szpitalu miała funkcjonować szybka ścieżka przyjęć dla polityków i ich rodzin, którzy oczekiwali na badania i zabiegi poza kolejnością w wydzielonym pomieszczeniu. Sam Jędrzejewski potwierdził, że taki salonik istniał, choć zastrzegł, że „nigdy w nim nie był”. Sugerował przy tym, że to najmniej istotny z problemów placówki. Władze miasta wskazywały później, że SOR nie dysponował osobnym pokojem VIP, a wątek dotyczył pomieszczenia należącego do przyszpitalnej jednostki, które również jest wyjaśniane.

Lądowisko dla śmigłowców na dachu Szpitala Południowego, z oznaczeniem SOR

Lądowisko na dachu Szpitala Południowego, obok oznaczenia SOR. To tym oddziałem kierował Dawid Kacprzyk. © Emptywords (CC BY-SA 4.0)

Reakcja instytucji była szybka: prokuratura wszczęła dwa śledztwa (dotyczące oszustwa na ponad pół miliona złotych oraz nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego), ruszyły kontrole NFZ i Państwowej Inspekcji Pracy, a miasto odwołało zarząd i radę nadzorczą szpitala, powołując nowe władze placówki.

Sygnalista czy strona sporu? Druga strona sprawy

Gdyby poprzestać na powyższym, mielibyśmy klasyczną opowieść o odważnym lekarzu. Rzecz w tym, że sytuacja samego Jędrzejewskiego jest niejednoznaczna, co czyni tę sprawę tak dobrym studium przypadku.

Szpital pozostaje z byłym ordynatorem w sporze o zwrot 531 tys. zł, powołując się m.in. na zarzut fikcyjnych dyżurów i dopisywania się do zabiegów. Miasto jako powody jego zwolnienia wskazywało między innymi zaległości w sprawozdaniach do NFZ, skargi pacjentów oraz incydent z udziałem Kacprzyka. „Gazeta Wyborcza” opisała ponadto starsze wątki: dawną sprawę dyplomów, w której lekarz figuruje jako świadek oraz jego wcześniejsze plany biznesowe (klinika medycyny sportowej, w tle nazwisko Roberta Lewandowskiego), które mogły rzutować na jego relacje z ratuszem. Jędrzejewski zaprzeczał politycznym motywacjom i zapowiadał, że publicznie odniesie się do wszystkich zarzutów.

Dla oceny prawnej to ma znaczenie mniejsze, niż się wydaje. Motywacje zgłaszającego, czyli troska o dobro wspólne, zemsta czy interes własny, nie powinny przesądzać o tym, czy jego zarzuty zostaną sprawdzone. Jeśli w grę wchodzi życie pacjentów, najpierw weryfikuje się fakty, a dopiero potem ocenia człowieka. Odwrócenie tej kolejności zniechęca kolejnych świadków do mówienia.

Czy dr Emil Jędrzejewski jest sygnalistą w rozumieniu ustawy?

Potoczne „sygnalista” i sygnalista w rozumieniu ustawy z 14 czerwca 2024 r. o ochronie sygnalistów (wdrażającej dyrektywę UE 2019/1937, obowiązującej od 25 września 2024 r.) to dwie różne kategorie.

Zdaniem prof. Grzegorza Makowskiego ze Szkoły Głównej Handlowej nazywanie lekarza sygnalistą jest, z punktu widzenia obowiązujących przepisów, przedwczesne. Kluczowy jest sposób, w jaki przekazał informacje. Jak relacjonował sam Jędrzejewski, zdobył numer telefonu prezydenta Warszawy, a gdy nie uzyskał połączenia, przesłał mu obszerną wiadomość przez komunikator WhatsApp (lipiec 2025 r.). Rafał Trzaskowski oświadczył, że prywatna wiadomość „nie jest kanałem zgłaszania nieprawidłowości w miejskiej instytucji” i podkreślił znaczenie drogi formalnej.

Wiadomość na komunikatorze, nawet do prezydenta miasta, nie jest procedurą przewidzianą ustawą ani obowiązującą w Warszawie procedurą przyjmowania zgłoszeń zewnętrznych. Wniosek prof. Makowskiego jest ostrożny, ale wymowny: w świetle dostępnych informacji dr Jędrzejewski prawdopodobnie nie mógłby skutecznie powołać się na ochronę z ustawy. Jego zarzuty i tak trzeba sprawdzić. Prawne i społeczne rozumienie sygnalizowania po prostu nie są tożsame.

Jak zgłasza się nieprawidłowości? Trzy tryby z ustawy o ochronie sygnalistów

Ustawa przewiduje trzy drogi zgłoszenia, a wybór trybu wpływa na zakres ochrony:

  1. Zgłoszenie wewnętrzne, przez procedurę obowiązującą w danej organizacji (kanał zgłoszeń u pracodawcy). To podstawowa i najbezpieczniejsza ścieżka.
  2. Zgłoszenie zewnętrzne, do właściwego organu publicznego (np. Rzecznika Praw Obywatelskich lub organu nadzorującego), w określonym trybie.
  3. Ujawnienie publiczne, w tym przekazanie sprawy mediom. Jest chronione tylko w szczególnych okolicznościach, m.in. gdy istnieje bezpośrednie zagrożenie dla życia, zdrowia lub środowiska albo gdy wcześniejsze zgłoszenia nie przyniosły reakcji.

Właśnie dlatego kanał, jakim posłużył się lekarz, ma tak duże znaczenie: od jego wyboru zależy cała ochrona.

Czy można zwolnić sygnalistę? Co mówi ustawa o działaniach odwetowych

To pytanie, które po tej aferze wraca najczęściej. Odpowiedź brzmi: zwolnić pracownika formalnie można, ale nie wolno tego robić w odwecie za zgłoszenie. Ustawa zakazuje działań odwetowych wobec osoby, która dokonała zgłoszenia zgodnie z przepisami. Chodzi o wypowiedzenie umowy, obniżenie wynagrodzenia czy pominięcie przy awansie. Ciężar dowodu jest przy tym odwrócony: to pracodawca musi wykazać, że niekorzystne działanie miało obiektywną, niezależną od zgłoszenia przyczynę.

Art. 55 ustawy przewiduje ponadto odpowiedzialność karną za podejmowanie działań odwetowych wobec sygnalisty. „Utrata zaufania” ogłoszona tuż po zgłoszeniu to więc sytuacja, którą organy i sądy pracy oceniają wyjątkowo wnikliwie.

Sprawa „pana Piotra”, gdy ochrona sygnalisty zawodzi w praktyce

Żeby zobaczyć drugą stronę, czyli sygnalistę z formalnym statusem, warto spojrzeć na równoległą sprawę z tego samego warszawskiego ratusza, często myloną ze sprawą lekarza.

Pan Piotr, pracownik Zarządu Dróg Miejskich, w 2025 roku odmówił wykonania ustnego polecenia, które uznał za pozbawione podstawy prawnej, oraz zażądał wydania go na piśmie. Przeszedł całą przewidzianą prawem drogę: zgłoszenie wewnętrzne, pismo do prezydenta, formalne zgłoszenie sygnalizacyjne. W listopadzie 2025 roku Rafał Trzaskowski na piśmie przyznał mu status sygnalisty i objął ochroną. Dwa miesiące później pan Piotr został zwolniony, a jako powód wskazano utratę zaufania.

Jego pełnomocnik złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwe naruszenie art. 55 ustawy. Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła naruszenie jego praw pracowniczych, a według ustaleń dziennikarskich wewnętrzna notatka ZDM miała wskazywać, że pracodawca wiedział o objęciu pracownika ochroną jeszcze przed wypowiedzeniem. Miasto broni się, twierdząc, że pracownik źle wykonywał obowiązki, a „ochrona sygnalistów nie ma charakteru bezwzględnego”. Sprawa trafiła do sądu pracy.

Zestawienie obu historii jest pouczające. Jędrzejewski prawdopodobnie nie miał statusu sygnalisty w rozumieniu ustawy, a pan Piotr miał go na piśmie. Obaj stracili pracę. Dla patrzących na to pracowników wniosek jest ten sam: lepiej milczeć.

Dlaczego sprawa dr. Emila Jędrzejewskiego jest ważna dla każdego pracodawcy?

Niezależnie od tego, jak zakończą się śledztwa, ta sprawa już dziś pokazuje, że ustawa o ochronie sygnalistów przestała być teorią. Coraz częściej to sądy pracy będą rozstrzygać, czy rozwiązanie umowy z osobą zgłaszającą naruszenia było zgodne z prawem, czy stanowiło niedozwolone działanie odwetowe. A każdy taki spór to koszt: finansowy, wizerunkowy i organizacyjny.

Wnioski dla pracodawców, publicznych i prywatnych, są cztery:

  • Kanał zgłoszeń musi być realny. Jeśli jedyną drogą dla potencjalnego sygnalisty jest prywatna wiadomość do prezesa „w zalewie setek nieprzeczytanych wiadomości”, to w organizacji kanału zgłoszeń po prostu nie ma. Ustawa wymaga wewnętrznej procedury: jasnej, znanej pracownikom, z potwierdzeniem przyjęcia zgłoszenia i informacją zwrotną.
  • Poufność tożsamości to fundament. W sprawie pana Piotra jego korespondencja miała trafić do osób, których dotyczyły zarzuty. Kanał bez gwarancji poufności, a najlepiej anonimowości, zniechęca skuteczniej niż jakikolwiek zakaz.
  • Zakaz odwetu ma zęby. Odwrócony ciężar dowodu i odpowiedzialność karna z art. 55 sprawiają, że reakcja na zgłoszenie musi być udokumentowana i merytoryczna.
  • Zarzut weryfikuje się przed oceną człowieka. Nawet jeśli zgłaszający jest w konflikcie z organizacją, samo zgłoszenie należy potraktować poważnie.

Jak zbudować skuteczny system zgłoszeń dla sygnalistów?

Dobrze zaprojektowany system dla sygnalistów to narzędzie zarządzania ryzykiem. Powinien zapewniać: wiele kanałów zgłoszeń (w tym anonimowy), potwierdzenie przyjęcia w 7 dni i informację zwrotną w 3 miesiące, ochronę poufności tożsamości, rejestr zgłoszeń oraz bezstronną osobę lub zespół prowadzący postępowania wyjaśniające. Kluczowe jest też oddzielenie rozpatrywania zgłoszenia od osób, których może ono dotyczyć, aby konflikt interesów nie zniweczył całej procedury.

FAQ, najczęstsze pytania o sygnalistów i aferę w Szpitalu Południowym

Czy dr Emil Jędrzejewski jest sygnalistą?

W sensie potocznym media nazywają go sygnalistą. W sensie prawnym jest to wątpliwe. Zdaniem prof. Grzegorza Makowskiego prawdopodobnie nie mógłby skutecznie powołać się na ochronę z ustawy, głównie ze względu na sposób przekazania informacji (prywatna wiadomość na komunikatorze zamiast formalnego kanału).

Czy można zwolnić sygnalistę?

Można rozwiązać umowę, ale nie wolno tego robić w odwecie za zgłoszenie. Jeśli zwolnienie następuje po zgłoszeniu, to pracodawca musi udowodnić, że miało ono obiektywną, niezależną przyczynę. W przeciwnym razie jest to zakazane działanie odwetowe.

Kiedy sygnalista jest chroniony przez ustawę?

Gdy zgłasza naruszenie objęte katalogiem ustawy, działa w dobrej wierze i korzysta z jednego z przewidzianych trybów: wewnętrznego, zewnętrznego lub, w szczególnych okolicznościach, ujawnienia publicznego.

Co grozi za działania odwetowe wobec sygnalisty?

Poza roszczeniami pracownika (m.in. odszkodowaniem) art. 55 ustawy przewiduje odpowiedzialność karną za podejmowanie działań odwetowych.

Czym był „salonik VIP” w Szpitalu Południowym?

To opisywana w mediach szybka ścieżka przyjęć dla polityków i ich rodzin, poza standardową kolejką. Zakres i charakter tego wątku są przedmiotem kontroli i postępowań.

Kim jest Dawid Kacprzyk?

Lekarz i były radny KO, koordynator SOR w Szpitalu Południowym, centralna postać afery. Odrzuca stawiane mu zarzuty, które pozostają niepotwierdzone; zrezygnował z mandatu i członkostwa w partii.

Sprawa Szpitala Południowego rozstrzygnie się przed prokuraturą i sądami. Niezależnie jednak od tego, czy dr Emil Jędrzejewski okaże się bohaterem, stroną prywatnego sporu, czy jednym i drugim naraz, jej najtrwalszy ślad będzie dotyczył czegoś innego: tego, czy pracownicy w polskich instytucjach uwierzą, że warto mówić głośno. A to zależy od tego, jak organizacje traktują pierwszego sygnalistę, który zapuka do drzwi.

Źródła: Rzeczpospolita, Rynek Zdrowia, Polsat News, Interia, Kultura Liberalna, Wprost, Wirtualna Polska, i.pl, Do Rzeczy, portal Zero.pl.
Zdjęcie tytułowe: Adrian Grycuk (CC BY-SA 3.0 PL).

Zaktualizowano
Damian Sawicki

Radca prawny od prawa gospodarczego, handlowego i własności intelektualnej. Pisze o przepisach o sygnalistach, dyrektywie UE i wdrażaniu procedur zgłoszeń.

Uruchom kanał zgłoszeń sygnalistów w niecałe 5 minut!

Gotowa strona zgłoszeniowa zgodna z ustawą o ochronie sygnalistów. Wdrożysz ją bez programisty.