EKES głosił ochronę sygnalistów, a sam tropił własnych

EKES głosił ochronę sygnalistów, a sam tropił własnych

Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny współtworzy europejskie przepisy chroniące sygnalistów. A jednak gdy anonimowe listy oskarżyły jego własne kierownictwo o korupcję, instytucja zrobiła coś przeciwnego do tego, czego te przepisy wymagają. Jej przewodniczący zlecił tajne polowanie, by ujawnić źródło, wykorzystując analizę kryminalistyczną drukarek, nagrania z kamer oraz odciski palców.

Najważniejsze wnioski

  • EKES to unijny organ doradczy w Brukseli zatrudniający około 700 osób i dysponujący budżetem 165 milionów euro.
  • Ktoś rozesłał około 50 anonimowych listów, oskarżając jego sekretarz generalną o ustawianie kontraktów dla znajomych.
  • Przewodniczący odpowiedział, zlecając tajne polowanie na źródło, które ujawnił Euractiv 2 czerwca 2026 roku.
  • Kilka tygodni później ten sam organ pouczał rządy, że ochrona musi działać w praktyce, a nie tylko na papierze.
  • W świetle unijnej dyrektywy o ochronie sygnalistów polowanie na źródło to dokładnie te działania odwetowe, którym prawo ma zapobiegać.

Czym jest EKES?

Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny, czyli EKES, to organ doradczy Unii Europejskiej. Wydaje opinie na temat nowych unijnych przepisów w imieniu pracowników, pracodawców i organizacji społeczeństwa obywatelskiego. Jego członkowie pochodzą ze wszystkich 27 państw UE. Zasiadają w trzech grupach: pracodawców, pracowników oraz pozostałych organizacji obywatelskich. Komitet zatrudnia około 700 osób i ma roczny budżet bliski 165 milionom euro. Gdy więc źle traktuje własnych pracowników, na szali są publiczne pieniądze i publiczne zaufanie.

Ten organ nie jest sławny i to jest część tej historii. Rzadko trafia na pierwsze strony gazet. Pomógł też przeanalizować to samo unijne prawo, które chroni osoby zgłaszające nieprawidłowości. Komitet, który doradza Europie w sprawach praw sygnalistów, to ostatnie miejsce, gdzie spodziewalibyśmy się polowania na sygnalistę. To właśnie ta przepaść, między tym, co głosi, a tym, co zrobił, sprawia, że warto poznać tę sprawę.

Anonimowe listy, które wskazały sekretarz generalną

Kłopoty zaczęły się od papieru. Około 50 anonimowych listów zaczęło pojawiać się na biurkach wewnątrz EKES. Oskarżały sekretarz generalną tego organu, Isabelle Le Galo Flores, o przyznawanie publicznych kontraktów znajomym i współpracownikom. Sekretarz generalna to najwyższy urzędnik w komitecie, więc zarzuty wymierzone były prosto w kierownictwo.

To są zarzuty, a nie udowodnione fakty. Le Galo Flores nie odniosła się do nich publicznie. Ale listy nie były pierwszym sygnałem niepokoju. Według Euractiv co najmniej troje pracowników już wcześniej zgłosiło jej postępowanie do OLAF, unijnego urzędu do walki z nadużyciami finansowymi, na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Listy wyciągnęły prywatne obawy na światło dzienne.

Zarzut korupcji zwykle wywołuje jeden rodzaj reakcji. Sprawdzasz zarzut i ustalasz, czy kontrakty były czyste. Tymczasem pierwszym ruchem tego organu było szukanie osoby, która go podniosła. Ten wybór, najpierw źródło, a dopiero potem meritum, jest sednem tego, co poszło nie tak.

Tajna notatka, która zleciła polowanie na źródło

5 marca 2026 roku przewodniczący EKES Séamus Boland wysłał notatkę oznaczoną jako "ściśle poufne" do dwóch urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Nie prosił ich o sprawdzenie zarzutów korupcyjnych. Prosił ich o ustalenie, kto stoi za listami. Boland polecił im zebrać wszystkie 50 listów oraz "zebrać wszystkie elementy, które mogłyby pomóc zidentyfikować potencjalnego sprawcę."

Séamus Boland, przewodniczący Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego

Séamus Boland, przewodniczący EKES, który podpisał poufną notatkę.
© Parliament of the Republic of Moldova (CC0)

Metody przypominają śledztwo policyjne, a nie wewnętrzny przegląd biurowy. Notatka kazała urzędnikom przeprowadzić analizę kryminalistyczną drukarek. Kazała im sprawdzić, czy listy nie pochodzą z komputerów EKES. Kazała im zabezpieczyć nagrania wideo z miejsc, w których pojawiały się listy. Boland zaoferował nawet sprowadzenie specjalistów kryminalistycznych z Komisji Europejskiej. Opisywane zlecenie obejmowało również odciski palców.

Boland chciał, by prace pozostały w tajemnicy. Napisał, że chce "podkreślić poufny charakter tego zadania, do którego ścisłego poszanowania zachęcam." Dwaj urzędnicy mieli składać sprawozdania wyłącznie jemu oraz szefowi jego gabinetu, Eamonnowi Mac Aodha. Boland przedstawił całe przedsięwzięcie jako budowanie akt do przesłania do OLAF.

Notatka nie pozostała tajna. Jej kopia trafiła do Daniela Freunda, niemieckiego posła do Parlamentu Europejskiego z ramienia Zielonych, przesłana do jego biura przez anonimowe źródło. Polowanie na osobę, która ujawniła informacje, samo zostało ujawnione. Na początku czerwca Euractiv miał już dokumenty i sprawa wyszła na jaw.

Jak pracownicy i europoseł stawili opór

Pracownicy nie milczeli. Trzy związki zawodowe napisały do Mac Aodha 24 marca, kwestionując, czy ustalenie nadawcy było prawdziwym celem wewnętrznego "przeglądu bezpieczeństwa". Postrzegali to jako polowanie na kolegę, który zabrał głos. Spór przeniósł się z kancelarii do związków, a stamtąd do prasy w ciągu kilku tygodni.

Daniel Freund, niemiecki poseł do Parlamentu Europejskiego z ramienia Zielonych

Europoseł Daniel Freund, który otrzymał wyciekniętą notatkę i nazwał kierownictwo niezdolnym do pełnienia funkcji.
© European Union 2024 (Source: EP)

Freund nie owijał w bawełnę. Powiedział, że dokumenty pokazują kierownictwo, które nie powinno sprawować władzy.

"Jeśli te listy są autentyczne, to uważam, że pokazują, iż to kierownictwo nie nadaje się do pełnienia funkcji. Ludzie, którzy ujawniają nieprawidłowości, niegospodarność, nadużycia czy cokolwiek innego, nie powinni być ścigani, lecz doceniani."
Daniel Freund, poseł do Parlamentu Europejskiego

EKES wprost odrzucił określenie "polowanie na czarownice". Jego rzeczniczka powiedziała, że przewodniczący działał na podstawie "obaw pracowników jasno mu wyrażonych co do nieprawidłowego sposobu, w jaki listy pojawiały się na ich biurkach". Stwierdziła, że przegląd nie przeczesywał poczty ani wyszukiwań w sieci i nie obejmował monitoringu. "Kategorycznie nie ma żadnego polowania na czarownice", powiedziała. Akta, dodała, znajdują się w OLAF i nie ma jeszcze rozstrzygnięcia.

Pracownicy zwrócili się następnie do najwyższego dostępnego im arbitra w sprawach etyki. W czerwcu skierowali sprawę do Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich, niezależnego unijnego organu kontrolnego, prosząc go o zbadanie metod stosowanych przez ten organ oraz ryzyka działań odwetowych. Rzecznik nie może nakładać kar finansowych. Może jednak prowadzić postępowanie, publikować swoje ustalenia i skłaniać instytucję do zmiany kursu. Poniższa oś czasu pokazuje, jak szybko stos listów stał się brukselskim skandalem.

Kiedy Co się wydarzyło
Ostatnie dwa lata Co najmniej troje pracowników zgłasza postępowanie sekretarz generalnej do OLAF.
Początek 2026 Na biurkach pojawia się około 50 anonimowych listów z zarzutami korupcyjnymi.
5 marca 2026 Poufna notatka przewodniczącego Bolanda zleca polowanie na źródło.
24 marca 2026 Trzy związki zawodowe kwestionują działania kierownictwa wobec "przeglądu bezpieczeństwa".
2 czerwca 2026 Euractiv publikuje tajną notatkę i sprawa wybucha.
Czerwiec 2026 Pracownicy proszą o interwencję Europejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich.

Czego naprawdę wymaga unijna dyrektywa o ochronie sygnalistów

UE ma prawo stworzone dokładnie na taką chwilę. Dyrektywa o ochronie sygnalistów (2019/1937) chroni osoby, które zgłaszają naruszenia prawa UE. Zakazuje stosowania wobec nich działań odwetowych, wymaga zachowania poufności ich tożsamości i nakazuje organizacjom prowadzić właściwe kanały zgłoszeń. Próba ujawnienia anonimowego źródła godzi w ducha wszystkich trzech zasad.

Mówiąc wprost, dyrektywa wymaga od organizacji kilku konkretnych rzeczy. Pierwsza reakcja EKES naruszyła kilka z nich naraz.

  • Zachowaj tożsamość zgłaszającego w tajemnicy. Polowanie na źródło robi coś odwrotnego.
  • Zakaż działań odwetowych w każdej formie, w tym dochodzeń wymierzonych w zgłaszającego.
  • Zapewnij bezpieczny kanał wewnętrzny, by pracownicy nie musieli uciekać się do anonimowych listów.
  • Reaguj na samo zgłoszenie, a nie na pytanie, kto je wysłał.
  • Udostępnij drogę zewnętrzną, taką jak OLAF czy Rzecznik Praw Obywatelskich, gdy wewnętrzne zaufanie się załamuje.

Prawo wyznacza też terminy. Organizacja musi potwierdzić otrzymanie zgłoszenia w ciągu siedmiu dni. Następnie ma trzy miesiące, by poinformować zgłaszającego, co w tej sprawie zrobiła. Sensem tych terminów jest to, by zgłaszający nie został pozostawiony bez informacji. Osoba, która zabiera głos, nigdy nie powinna być traktowana jak problem.

Jest pewien haczyk, który warto wymienić. Dyrektywa wiąże państwa członkowskie UE i działające w nich firmy. Nie wiąże bezpośrednio własnych instytucji UE, które działają na podstawie regulaminu pracowniczego. Ta luka jest po części powodem, dla którego pracownicy organów takich jak EKES mogą czuć się bezbronni. Ale jak pokazuje kolejna sprawa, sądy zaczęły ją zamykać.

Dlaczego polowanie na źródło było prawdziwym naruszeniem

Wyrok sądu z 2024 roku uświadamia, jak realne jest ryzyko prawne. W sprawie TU v European Parliament unijny Sąd uznał, że instytucja UE może ponosić odpowiedzialność za niewłaściwe potraktowanie sygnalisty będącego jej pracownikiem. Parlament przeniósł, odsunął na bok i nie zdołał ochronić pracownika, który zgłosił mobbing oraz nieprawidłowości finansowe. Sędziowie wyznaczyli zasady, których każdy unijny organ, w tym EKES, musi teraz przestrzegać.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, z flagami państw członkowskich

Sądy UE w Luksemburgu, gdzie Sąd wydał wyrok w sprawie TU v European Parliament.
© Cédric Puisney (CC BY 2.0)

Dwie z tych zasad bolą w tym przypadku. Po pierwsze, ochrona jest automatyczna. Człowiek staje się chronionym sygnalistą w chwili, gdy złoży zgłoszenie na piśmie, bez potrzeby przyznawania mu takiego statusu przez organ. Po drugie, ciężar dowodu przerzucony zostaje na instytucję. Gdy pracownik wykaże wiarygodną szkodę, to organ musi udowodnić, że go ochronił.

"Na Parlamencie spoczywa ciężar dowodu, że dopełnił obowiązku ochrony sygnalisty."
Sąd UE, TU v European Parliament (2024)

Teraz zestaw ten wyrok z tym, co EKES robił publicznie. 26 czerwca 2026 roku, zaledwie kilka tygodni po tym, jak polowanie stało się wiadomością, komitet przyjął opinię o uderzającym tytule: ochrona sygnalistów "musi działać w praktyce, a nie tylko na papierze". Jego sprawozdawczyni, Giulia Barbucci, wezwała Europę, by traktowała sygnalistów jako wartość obywatelską, a nie zagrożenie.

"Musimy uznać obywatelską wartość sygnalistów, którzy przyczyniają się do ochrony interesu publicznego, demokracji oraz praw podstawowych."
Giulia Barbucci, sprawozdawczyni EKES, 26 czerwca 2026

Opinia ani razu nie wspomina o własnej sprawie tego organu. Poucza rządy o strachu przed działaniami odwetowymi i słabym egzekwowaniu prawa, milcząc o polowaniu trwającym na jego własnych korytarzach. Rada jest rozsądna. Brakuje jakiegokolwiek znaku, że komitet sam się jej trzymał.

Rozwiązaniem, po które sięgnął EKES, była kryminalistyka. Rozwiązaniem, którego potrzebował, był kanał. Pracownicy użyli papierowych listów, bo nie mieli zaufanej drogi do bezpiecznego zgłaszania. Papier da się namierzyć, po drukarce, po kamerze, po odcisku palca. Na bezpieczny kanał cyfrowy nie da się polować w ten sam sposób. Przyjmuje on zgłoszenie bez nazwiska i usuwa ślad danych, który zdradziłby nadawcę. Zgłoszenie trafia do kogoś spoza zespołu osoby oskarżonej. Narzędzie, którego organowi zabrakło, to dokładnie to narzędzie, które uczyniłoby polowanie bezcelowym. Właśnie do tego stworzony jest system dla sygnalistów taki jak WeMoral.

Tak więc EKES staje się swoim własnym najlepszym argumentem. Organ, który pomógł napisać europejskie przepisy o ochronie sygnalistów, pokazał w jednej tajnej notatce, jak łatwo instytucja sięga po źródło zamiast po prawdę. Pytanie, które po sobie pozostawia, jest niewygodne. Jeśli komitet doradzający Europie w sprawie ochrony sygnalistów nie potrafił ochronić własnych, to jaką nadzieję ma pracownik, który nie ma europosła, do którego mógłby przeciec?

Zaktualizowano
Kamila Caban

Badaczka i analityczka danych w obszarze sygnalizowania nieprawidłowości. Opowiada historie znanych sygnalistów i tło ich walki o odpowiedzialność.

Uruchom kanał zgłoszeń sygnalistów w niecałe 5 minut!

Gotowa strona zgłoszeniowa zgodna z ustawą o ochronie sygnalistów. Wdrożysz ją bez programisty.